Urlop



            Po bardzo intensywnym i wyczerpującym okresie w pracy przyszedł upragniony czas odpoczynku. Wzięłam sobie dwutygodniowy urlop i postanowiłam gdzieś daleko wyjechać, aby zregenerować siły, zapomnieć o problemach, tajemniczym wielbicielu i trochę się zabawić. Nigdy nie lubiłam samotnie  podróżować, więc poprosiłam przyjaciółkę Ewę, aby mi towarzyszyła w tej podróży. Jej też należało się trochę relaksu i odprężenia. W internecie znalazłyśmy super ofertę nad morze do Gdańska  w bardzo atrakcyjnej cenie. Hotel Spa z basenem, sauną, biczami wodnymi, masażami i ćwiczeniami w wodzie, a do tego pokój z pięknym widokiem na morze. Wyjazd był następnego dnia, więc nie było za wiele czasu na pakowanie. Do jednej walizki włożyłam wyprasowane ubrania, którą zamknęłam dopiero po wcześniejszym przyciśnięciu kolanem, do drugiej wrzuciłam buty, a do trzeciej stos kosmetyków. Ewa była lepsza bo oprócz trzech tobołków na kółkach miała jeszcze sporych rozmiarów plecak ze stelażem i torebkę na ramię. Było ciężko zapakować się do pociągu, ale wspólnymi siłami i pomocą innych pasażerów w końcu nam się udało. W przedziale jechało nas cztery osoby, ja , Ewa i dwóch przystojnych panów, z którymi szybko nawiązałyśmy kontakt. Michał wysoki brunet, z  krótko ostrzyżonymi włosami  na jeżyka  z niebieskimi oczami i postawą muskularnego atlety. Grzesiek  zaś też brunet, ale  nieco niższy, z długimi włosami, związanymi w kucyk, małymi, rozbieganymi oczkami i postawy typowego szkieletora. Pierwszy cichy, małomówny, wciśnięty w kąt siedzenia,  drugi gaduła, lekko  zakręcony z dużym poczuciem humoru, który szybko wpadł koleżance w oko. Ewa była wniebowzięta kiedy chłopaki zaprosili mas na drinka do wagonu restauracyjnego. Michał wskazał stolik na końcu przedziału tuż przy oknie abyśmy mogły podziwiać krajobrazy naszej polskiej ziemi. Wraz z Grześkiem poszli do baru złożyć zamówienie. My w tym czasie podziwiałyśmy szklane, małe wazony o różnorakim kształcie z ślicznie pachnącymi kwiatami oraz świeczniki również interesujących kształtach i kolorystyce ustawione na każdym ze stolików. Moją uwagę przykuł świecznik znajdujący się na naszym stoliku, gdyż po dokładniejszym obejrzeniu zauważyłam w dolnej części małą różyczkę z łodyżką i dwoma listkami. Całą drogę zastanawiałam się czy chłopaki mają z tym coś wspólnego, czy to tylko taki zbieg okoliczności.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.