Słodko.

Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę otwierał cukiernię. A jednak.
Nie własną, kilka miesięcy temu do Polski wróciła moja dobra znajoma, a jednocześnie przyjaciółka rodziny. Wyjechała w pogoni za marzeniami zostawiając jakiś majątek częściowo ulokowany w bankach i w postaci dużego domu na wsi i mieszkania w dużym mieście.

Realizując część z swoich marzeń po drodze niejako nabrała zamiłowania do słodyczy z całego świata. Na upodobaniu takich przysmaków się nie skończyło – wszędzie, gdzie coś szczególnie jej posmakowało lub zainspirowało, nie spoczęła póki nie dowiedziała się jak to się wykonuje perfekcyjnie.
Gdy postanowiła wrócić do ojczyzny, ponieważ stęskniła się za domem i znajomymi, nie zastanawiała się co będzie tu robić. Od razu wiedziała z czym wraca, jeszcze zanim postanowiła o powrocie, postanowiła o założeniu cukierni.

Wymyśliła nazwę „Świat LUKR” i to właściwie było wszystko co wiedziała o swojej przyszłej cukierni.
Dlatego poprosiła mnie o pomoc w zorganizowaniu tego wszystkiego, co trzeba załatwić oraz co będzie potrzebne już w samej cukierni.
Wszystko szło sprawnie, znalazłem kilka odpowiednich lokali z których wybraliśmy jeden, Załatwiłem dla Niej wszystkie sprawy urzędowe i zorganizowałem wyposażenie lokalu.
Jako, że w zamyśle miała nie tylko sprzedaż ciastek, ale również serwowanie ich z pasującymi doń napojami, musiałem jeszcze dopiąć umowy z hurtowniami odpowiednich gatunków kaw, piw i herbat.
Wszystko szło bardzo sprawnie i szybko.

W pewnym momencie, kilkanaście dni przed otwarciem zorientowaliśmy się, że brakuje tego co równie ważne jak kwestie urzędowe czy lokalowe. Mowa o odpowiedniej prezencji wyrobów owej cukierni. Owszem wyposażenie w postaci mebli, półki, gabloty i gustowne regaliki stały i czekały na zapełnienie – ale to nie wszystko, brakowało pater, mis, półmisków a nawet pucharków.
Zaczęło się gorączkowe poszukiwanie ciekawych, efektownych i pasujących do reszty wzorów tych szklanych wyrobów.
W sklepach, które odwiedzaliśmy razem nie natrafialiśmy na nic co spełniłoby nasze oczekiwania aż, w którymś z kolei podpowiedziano nam pewną firmę posiadającą idealne dla nas wyroby.
Mowa była o Glassworks. Poszukaliśmy jej w Internecie, a następnie pojechaliśmy kupić to, co potrzebne było.
Okazało się, że znaleźliśmy tam nie tylko potrzebne szkło stołowe, ale również Magda wybrała do cukierni kilka dodatków dekoracyjnych – między innymi świeczniki i wazony.

Cukiernia otwarta została z wielką pombą i święci sukcesy w swojej dziedzinie.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.