U Stacha

Moje chude zwłoki wyrzuciło na jedyny peron dworca w D około godziny dwudziestej. Upalny dzień i podróż z miasta oddalonego o 500KM, przy wykorzystaniu nie do końca skomunikowanych pociągów a czasem nawet i autobusów, bowiem kraj jak długi i szeroki stanowił gigantyczny plac budowy. Wreszcie po latach jewropskie djengi zaczęły napływać do kolei. Podróż, która w normalnych warunkach trwała by 5, 6H, teraz trwała kilkanaście. Co i róż w czasie jazdy uważny obserwator kolejowego szlaku mógł natknąć się na tarcze d1, po której zazwyczaj następowała zmiana toru, ograniczenie prędkości i mrowie ludzi i sprzętu odbudowujących w zasadzie całe linie. Unijna kasa i nowa energiczna minister transportu, która dokonała w spółce zarządzającej infrastrukturą kolejową wprost gigantycznego trzęsienia ziemi, jak widać zrobiły swoje. Cóż. Jeśli nie potrwa to stu lat, a odcinek 400KM pokonywać będzie można w poniżej 2H to czemu nie? Zawsze warto pocierpieć. Nie minęło kilka minut jak podszedł do mnie średniego wzrostu rudzielec o szerokich barach a po chwili znalazłem się w jego solidnym uścisku. Co ta baba z tobą robi, Tadzik? Wyglądasz jak byś miał być w przyszłości przerabiany na witki? Tak. Stach Czapiński słynął z bezpośredniości. Dietka, dietka. Ma teraz fioła na punkcie zdrowej żywności. Stach pokiwał głową ze zrozumieniem. Znaczy, że jeszcze nie wróciła do pracy? Tym razem to ja milcząco potaknąłem. Kiedyś poród to był poród, sport to był sport, praca to praca a jak się w nocy spać nie dało, to i się sobą można było zająć. A dzisiaj?
Miałem swoje zdanie na temat tego, czy wciąż przy obopólnym braku snu można było się zajmować czymś innym niż liczeniem baranów, zwłaszcza gdy upał zmuszał raczej do odsłaniania niż zasłaniania tego co zdaniem niektórych zasłony wymagało, ale Stach wchodził w nastrój, który dobrze znałem i zaczął się nawet rozkręcać. Kiedyś powiedziałeś dziewczynie w pracy komplement, to tylko weselej było. I oczy można było zawiesić na czymś ciekawym.. A teraz? Seksizm. Seksizm. Nie dorżnęli tych feministek za młodu, to teraz gadają bez sensu. Końcu Stach włączył się do ruchu i Toyota pomknęła przed siebie. Na tylnym siedzeniu stało pudło, podzwaniające przy każdym zakręcie. Szkło stołowe. Stach czytał mi w myślach. Mam nadzieję, że nasz dyrektor mnie nie wywali. Wpakowałem w to połowę pensji. W co?

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.