wakacje

Wreszcie nadszedł ten dzień. Dwudziesty czerwca znaczy. Tego właśnie dnia zakończył się rok szkolny. Każdy właściwie wie, jak to jest. Wstaje się rano, nieco później niż zwykle, bo najczęściej belfry każą stawić się na tym całym cyrku około 10 rano. Śniadanie, coś do picia i dymaj na przystanek. Potem dyrektorka budy popitoli coś o tym, jak to jest cudownie, że wreszcie lato, jak to wspaniale, słońce, plaża, góry i takie tam. Pewnie się cieszy, że nie będzie musiała nas widzieć, bo zwykle mówi to samo we wrześniu. To znaczy już bez plaży, słońca i lata. W Tedy jedynie dostaje spazmów, że nas ogląda. Ciekawe, czy nie ma w tym haczyka w rodzaju, że wszystkim płacą wtedy mniej. W sumie co oni robią niby w wakacje? No więc najpierw dyra coś tam po smuta, potem lizusy odstawią część artystyczną, która właściwie próbuje coś udawać, ale co roku jest to samo. Łahacha, wakacje, łahacha, jak milutko. Gdy by do tego programu dopuścili naszą kapelę. Oj, pokazali byśmy im co to jest czad. Ale puki co nasze teksty są na tyle nie poprawne politycznie, że zgorszenie ramoli było by zbyt wielkie i jeszcze ktoś by dostał zawału, czy coś. I nawet kawa ze szkła stołowego nie była by potrzebna. Ciekawe jest zresztą to, że jak się robi w szkole jakąś imprezę, typu akademia, czy coś, zawsze do pokazówki bierze się ludzi, którzy właściwie nie wyróżniają się niczym poza wspaniałymi stopniami no i są posłuszni. Nie zawsze oczywiście tak jest, ale w osiemdziesięciu procentach przypadków. A u nas chłopaki mają skład hip-hopowy. Nie słucham takiej muzyki, ale teksty Igor ma rzeźnickie. Na pewno kiedyś coś z niego będzie. A że sporo ludzi u nas słucha rapu, no to i posłuch by miały takie akademie. Zrobił by tekst o np. żołnierzach wyklętych, albo coś, abdul by walnął bit, i jadziem. W niektórych szkołach tak jest. Niestety u nas rządzi akurat podległość. No i w większości zresztą placówek tego typu.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.