wazon

Hanna dopiero teraz powoli przychodziła do siebie. Właśnie przed momentem jej świat zamienił się w gruzy. Świat, w którego stworzenie poświęciła wszystko, co posiadała. Nie miała wiele w sensie materialnym, lecz próbowała zasypać dzielącą ich różnice, poświęcając się całkowicie dla Patryka. Byli ze sobą od kilku lat, lecz ślub wraz z hucznym weselem, za które łożyła przede wszystkim jego rodzina odbył się kilka miesięcy temu. Do tej pory zdarzały się między nimi małe lub większe kryzysy, które starali się pokonać i najczęściej im się to udawało. Na próżno Ewa, najbliższa jej osoba na świecie odkąd pamiętała ostrzegała ją przed zawieraniem tego małżeństwa. Wszystko tłumaczyła sobie jej antypatią do Patryka. To prawda. Był dziwnym mężczyzną. Miała wrażenie, że nigdy się przed nią do końca nie otworzył i trzyma w sobie jakąś tajemnicę. Ewa mówiła, że Patryk nie pachnie jej różą co mniej więcej oznaczało w jej języku "trzymaj się z daleka", względnie "uciekaj czym prędzej". Ale opiekował się domem i nią. Gdy chciał, potrafił dać jej ciepło, którego Hanna tak bardzo szukała. A może to był kolejny jego blef, żeby coś uzyskać? Ale co?
Hanna zupełnie pogubiła się w tej nowej rzeczywistości i nie było na jej drodze nic, co mogło by naprowadzić ją na prostą. Miesiąc po ślubie zaczęły się dziwne wyjazdy w delegację. Jej praca wymagała częstych wyjazdów za granicę, jednakże w ich trakcie zawsze była wierna, choć gdy by chciała, okazji do zdrady miała by aż zbyt wiele. A potem zaczęła się jazda we mgle. Patryk znikał na coraz dłużej i coraz częściej, aż w końcu zakomunikował jej, że chce się wyprowadzić. Hanna weszła do kuchni i zakręciła się przy lodówce. Postawiła garnek z wodą na kuchence i spojrzała przez okno. Na parapecie, stały dwa wazony. Jeden z nich, pięknie zdobiony, był prezentem od Patryka. Hanna na jego widok poczuła, jak ściska się jej gardło a ciałem targa nowy spazm. Kilka lat temu dla Patryka zmieniła całe życie. Dzisiaj rozmiary tego błędu docierały do niej z każdą nową falą łez.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.