wyregulować!

Państwo to, razem z jego politykami, mediami i społeczeństwem stanowi zaiste dziwne połączenie. Oto kilka osób ze świecznika, kilkanaście z poza, przy rybce, zakąsce, oczywiście w cenach tak dalece oderwanych od polskiej rzeczywistości, dla teoretycznie wyższej klasy społeczeństwa bowiem nie może bowiem wystarczać byle dajmy na to, pieczony kurczak. No więc przy tej zakąsce za kilka tysięcy dyskutują oni o losach naszej zielonej wyspy, bo przecież nasz mlekiem i miodem płynący kawałek terytorium jest w zasadzie zieloną wyspą, mlekiem i miodem płynącą i nawet oficjalnie orzekł to nasz umiłowany przywódca zatem musi być to ze wszech miar prawda. I w tych swoich dysputach są tak dalece oderwani od polskiej rzeczywistości nie tylko rodzajem zakąsek i ogólnie kulinariów wszelakich, że gdy by nie słynna afera z podsłuchami w jednej z Warszawskich restauracyj to mogli byśmy sobie jedynie domniemywać na podstawie ichnich decyzji. A tak? Wszystko przynajmniej podane jest na tacy. Oto feministycznie nastawione kobiety i o zgrozo również mężczyźni, a może właśnie przede wszystkim oni, dyskutują nad specjalną ustawą dotyczącą wykonywania w naszym kraju zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego in vitro, co przekłada się z łaciny, że to w szkle właśnie owo zapłodnienie ma przebiegać. I nie jest to bynajmniej szkło dekoracyjne. Nic to, że od okolic odzyskania przez Polskę niepodległości czy też jak kto woli od daty rozpoczęcia kontrolowanej zmiany ustroju z socjalizmu na socjalizm kapitalistyczny, zabiegi takie wykonywane były właściwie bez nadzoru państwa. Dopiero jeden przypadek, w którym kobieta urodziła nie swoje dziecko, nawiasem mówiąc dowiedziała się o tym zaiste strasznym fakcie tylko dla tego, że owo dziecko okazało się niepełnosprawne. No więc jeden błąd w czasie dwudziestu pięciu lat, skłonił nasz czujny rząd do natychmiastowej interwencji i do tego, na czym rząd się zna najlepiej to jest regulacji. I wybuchł skandal. Zupełnie nie pojmuję sposobu myślenia ludzi, którzy ze spraw prywatnych czynią sprawy publiczne oraz uważających, że kolejna tona papieru wyeliminuje magicznie pomyłki innych osób, że w ogóle sprawi iż zaczną one zachowywać się inaczej.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.