Łapówka

1.       Pewnego razu potrzebowałam wręczyć łapówkę.
Było to bardziej podziękowanie niż korzyść materialna dla odbiorcy, ale nazywając rzecz  względem prawa była to łapówka.
Zdarzyło się to po mojej operacji łękotki.
Kilka miesięcy wcześniej miałam problem z chodzeniem, uniemożliwiał mi je potworny ból.
Zwróciłam się wtedy o pomoc do bliskiego znajomego brata mojego taty, którego siostra jest ordynatorem oddziału ortopedii w najlepszym szpitalu w naszym mieście.
Po tym gdy mnie z nią skontaktował opowiedziałam jej co mi dolega.
Wysłuchała mnie i przyjęła na oddział do szpitala w celu przeprowadzenia dokładnych badań.
Z badań wynikało,  że operacja jest konieczna i powinna odbyć się jak najszybciej.
Pani ordynator zapisała mnie na niezbyt odległy termin i już po sześciu tygodniach było po zabiegu. Później kilka sesji rehabilitacji, która w rezultacie trwała ponad dwa miesiące.
W tym czasie parę razy przychodziłam na kontrolę do Pani doktor.
Po wszystkim, kiedy moja noga była już zupełnie sprawna, a terapia i leczenie przez Panią doktor dobiegało końca chciałam jej jakoś podziękować.
Pracowałam wtedy w sklepie z artykułami dekoracyjnymi, więc tam postanowiłam czegoś poszukać. Zdecydowałam się na komplet szklanych świeczników firmy Glassworks, były bardzo ładne i sądziłam, że spodobają się Pani ordynator.
Wolałam uniknąć pomówień i wręczyć podarunek na gruncie prywatnym – z racji znajomości jej brata. Pani ordynator jak zwykle nie chciała przyjąć prezentu, ale w końcu udało mi się go wręczyć.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.