Mały liścik
W spokoju
i ciszy mijał w pracy pierwszy dzień tygodnia. Siedziałam z koleżanką Zuzką w
pokoju i pomimo tego, że zawalona byłam robotą nie mogłam się skupić na pracy. Ciągle
myślałam o Tomku, który od samego rana ani razu się nie pojawił u nas w pokoju.
Było to bardzo dziwne, gdyż co dzień przychodził po parę razy. Czasami tylko
zamienić z nami parę słów, a niekiedy tylko się przywitać i gonił dalej do
swoich pilnych zadań. Ale zawsze się zjawiał. Nawet Zuzka zwróciła na to uwagę
wychylając się zza komputera mówiąc, że coś nasz szef dzisiaj zapomniał o nas. Spojrzałam
na nią i z lekkim uśmiechem na twarzy odpowiedziałam, że faktycznie, ma rację. Pod
koniec ciężkiego dnia, kiedy pakowałam się już do wyjścia do domu od pani z
recepcji otrzymałam mały liścik. Był nie podpisany, więc obawiałam się
najgorszego. Z otworzeniem również się ociągałam. Jednak rozerwałam kopertę, rozłożyłam
złożony liścik na pół i zaczęłam czytać. Był to liścik, jak się spodziewałam od
Tomka. Przepraszał mnie, że nie zaglądnął dzisiaj, ale pojechał w sprawach
firmowych poza miasto i nie miał czasu się nawet odezwać. Prosi, abym po
wyjściu z pracy chwilkę poczekała to przyjedzie po mnie samochodem i pojedziemy
na jakąś pyszną kolację. Sama do siebie się uśmiechnęłam i stwierdziłam, że
jest to nawet nie głupi pomysł, bo naprawdę byłam już głodna jak wilk. Zeszłam
na dół przed budynek firmy i nie zeszło nawet pięć minut kiedy czarna limuzyna
stanęła obok mnie. Jak zawsze szarmancki otworzył mi drzwi i wsiadłam do
środka. Jadąc w stronę Starego Miasta powiedział, że bardzo się cieszy, że mnie
widzi całą i zdrową. Zajechaliśmy pod duży, pięknie zadbany dookoła prywatny
dom i wysiedliśmy z auta. Stojąc przed drzwiami wejściowymi oświadczył, że
wkraczam właśnie w jego próg domu. Kiedy znalazłam się w salonie to oniemiałam.
Na stole zaścielonym białym obrusem stały dwa szklane świeczniki z firmy
Glassworks i dwa nakrycia z tej samej firmy.
Komentarze
Prześlij komentarz