Hania

W trakcie przebywania w Rabce udało mi się nawiązać też przyjaźń.
Hania, początkowo pani Hania, była starsza ode mnie o 3 lata i obsługiwała komorę do krioterapii. Jej rola w zasadzie mogłaby kończyć się na wpuszczeniu pacjenta do komory, ustawieniu czasu i temperatury a później tylko kontrolowaniu czy nic niepożądanego się nie dzieje.

Ona podchodziła jednak o wiele bardziej sumiennie do tej roli.
Poprzez mikrofon i głośnik rozmawiała z pacjentami, widzieć się można było przez szybę w drzwiach. Niejednokrotnie wchodziła do kabiny razem z pacjentem – komora była duża, mogły odbywać się w niej również grupowe zabiegi i takie też tam się odbywały.
Ja zawsze trafiałam na indywidualne sesje, przez co dużo rozmawiałyśmy i zdążyłyśmy się poznać. Pod koniec turnusy byłyśmy już właściwie zżyte ze sobą i zaprzyjaźnione.

Prezent dla Hani był więc bardziej prezentem na pożegnanie przyjaciółki niż w podzięce za zabiegi. Otrzymała coś, co właściwie sama sobie wybrała – pewnego dnia, gdy byłą po pracy, wybrałyśmy się razem do sklepu z szkłem i porcelaną, oglądałyśmy prawie wszystko.
Szczególną uwagę Hanki przyciągało szkło stołowe, najbardziej podobał się jej komplet mis i salaterek firmy Glassworks. Nie była zdziwiona gdy go dostała, jednak skrzyczała mnie za zbyt drogie prezenty – i tak widać było, że bardzo się cieszy.
Po dziś dzień utrzymujemy kontakt, i planujemy kolejne spotkania.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.