Kolędnicy
Święta Bożego Narodzenia były
przepiękne. Stałam w oknie swojego mieszkania i przez szybę podziwiałam, jak białe
płatki śniegu spadając z nieba niesione przez silnie wiejący wiatr przybierają
różne figury taneczne zanim lekko i delikatnie spadną na ziemię. To lecą w
prawo, to w lewo, to do przodu, a za chwilę do tyłu, co jakiś czas wirując albo
kręcąc się dookoła aby w końcu zakończyć swój imponujący taniec dając szansę na
swój pokaz innym śnieżynkom. Mogłabym tak stać i patrzyć przez cały dzień, jak
każda z tych drobinek tańczy swój jeden jedyny taniec. Z tego pięknego
widowiska wyrwał mnie głośny dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam, aby otworzyć,
gdyż myślałam, że przyszła do mnie przyjaciółka Ewa, która dwa dni wcześniej
zapowiedziała się, że przyjdzie w odwiedziny z butelką czerwonego wina. Ja mam
tylko zapewnić szklane kieliszki z firmy Glassworks, do których będzie można
nalać wspaniały, rozweselający napój bogów. Szybko otworzyłam i za drzwiami
ujrzałam gromadkę dzieci w kolorowych przebraniach za : Turonia, Śmierć, pastuszków, aniołka, Maryję
i Józefa… ( turoń trzymał wielką gwiazdę, a Śmierć machała złowrogo kosą .
Biedna Maryja z dzieciątkiem na rękach a Józio o drewnianej lasce. Trochę się
zdziwiłam jak ich zobaczyłam, jednak nie zamknęłam przed nimi drzwi, gdyż
wyglądali tak uroczo, że postanowiłam wysłuchać kolędę, jaką zaczęli śpiewać.
Dobrze im to szło, więc poprosiłam ich o odśpiewanie jeszcze jednej. Każdemu z
nich dałam po jednym pięciozłotowym metalowym pieniążku, a potem zamknęłam na
górny zamek drzwi. Postanowiłam już nikomu więcej nie otwierać chyba, że będzie
to moja koleżanka. Po godzinie rozległ się znowu głośny dzwonek do drzwi wejściowych.
Tym razem zapobiegawczo popatrzyłam przez wizjer. Po drugiej stronie stała,
uśmiechnięta Ewa. Z radością otworzyłam jej szeroko drzwi i wpuściłam ją do
środka.
Komentarze
Prześlij komentarz