Ostoja



W tamten pamiętny dzień z chorą Ewą leżącą w łóżku i jej kuzynem Kamilem przesiedziałam w jej pokoju do późnych godzin nocnych. Rozmawialiśmy o starych czasach kiedy to Kamil przebywał jeszcze w Polsce, potem o teraźniejszych, aż w końcu o najbliższej przyszłości, która miała nas znowu zbliżyć do siebie podczas planowanego wyjazdu w góry. Bardzo podobał mi się ten pomysł wspólnego spędzenia czasu, gdyż i mi należało się też parę dni wolnego. Jedyną przeciwnością, która stanęła nam na drodze była choroba Ewy. Daliśmy jej trzy dni na wyzdrowienie, aby dwa tygodnie, które Kamil Przeznaczył na ferie zimowe wykorzystał w pełni na relaks , odpoczynek i miłą zabawę. Następnego dnia ugotowałam pyszny rosół z indyka, upiekłam placek jabłkowy z cynamonem i zaniosłam przyjaciółce, aby jak najszybciej odzyskała siły. Co dzień zaglądałam do niej sprawdzając jej poprawiający się stan zdrowia. Na weekend była już w pełni gotowa na wyjazd do Zakopanego na narty. Przez cały tydzień zarówno w nocy, jak i w dzień sypał drobny śnieg, który utworzył wszędzie sporych rozmiarów zaspy. Dlatego w dzień wyjazdu trochę wszystko nam się opóźniło , gdyż odkopanie Ewy samochodu, którym mieliśmy pojechać zajęło nam prawie godzinę. Później również nie obeszło się bez niemiłych niespodzianek. Po przejechaniu pięćdziesięciu kilometrów natknęliśmy się na duży karambol, który uniemożliwił nam dalszą jazdę. Zmuszeni byliśmy na zatrzymanie się na parkingu pod czterogwiazdkowym hotelem o wdzięcznej nazwie Ukojenie , pod którym mieliśmy przeczekać całe zamieszanie i udrożnienie choćby jednego pasa ruchu. Wysiedliśmy z auta i skierowaliśmy się do dużych, przeszklonych drzwi wejściowych przed, którymi stały dobrze prze mnie znane szklane wazony z firmy Glassworks ze sztuczną, zieloną roślinnością.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.