Rozbity Dzban


Witajcie,

Napiszę wam dziś, o pewnej sytuacji, która mi się przypomniała, gdy tak przy porannej herbacie, patrzyłem sobie na szklany dzban, produkcji firmy Glassworks, który znajduje się w mojej kolekcji szkła stołowego i dekoracyjnego.

Miałem może osiem lat, była zima, z gatunku tych prawdziwie zimowych. Było mnóstwo śniegu, temperatura była na minusie, ale na tyle małym, że śnieg nadawał się do lepienia różnych budowli, z bałwanem na czele.

Bawiliśmy się przed blokiem z kilkorgiem dzieciaków z sąsiedztwa. Tworzyliśmy sobie jakąś dużą budowle ze śniegu, chyba jakieś igloo, ale dobrze już nie pamiętam. W każdym razie potrzebowaliśmy dużo śniegu. W okolicach naszej budowli, już go nie było, bo cały wykorzystaliśmy. Noszenie w rękach, było sporym wyzwaniem, bo ręce marzły niemiłosiernie, poza tym w rękach dużo przenieść się nie dało. Wpadłem na genialny pomysł, że załatwię jakieś naczynie do noszenia śniegu. Pobiegłem do domu, wiedziałem, że coś wynajdę, tym bardziej, że mama była… „niedysponowana”, po jakiejś imprezie i spała smacznie. Wpadłem do domu, zorientowałem się, że sytuacja się nie zmieniła od ostatniej mojej wizyty, mama spała chrapiąc potężnie. Zacząłem się rozglądać za czymś, co by spełniło nasze oczekiwania transportowe. W pokoju, wzrok mój spoczął, na szklanym dzbanie. Był to stary dzban, ale był duży, więc z dziecięcym entuzjazmem, zdjąłem go z półki i wybiegłem z mieszkania, dzierżąc swoje trofeum. Gdy dołączyłem do kompanów, ci zareagowali bardzo entuzjastycznie na mój dzban. Od tego momentu, robota szła nam ekspresowo. Gdy już nasza budowla była całkiem słusznych rozmiarów, postanowiliśmy odpocząć. Dzban postawiliśmy koło naszego dzieła i odpoczywaliśmy. Niestety, wybuchła sprzeczka pomiędzy dwojgiem moich kolegów. Po krótkiej wymianie zdań, chłopaki zaczęli się ganiać, wygrażając jeden drugiemu. Zrobili kilka kółek wokół naszej budowli, po czym jeden z nich wpadł na mój dzban. Dzban kopnięty solidnie, poleciał w dal, a biegnący, runął na ziemię jak długi. Niestety, tak jak wcześniej pisałem, śniegu w okolicy naszego dzieła już nie było i nic nie zamortyzowało upadku kolegi i mojego dzbana. Koledze przeszła chęć do dalszego gonienia adwersarza, a mój dzban pęk na dwie części. O ile kolegą się nie przejąłem, o tyle widok pękniętego dzbana, napawał mnie zgrozą i przerażeniem.

Moja mama nie była kolekcjonerką szkła dekoracyjnego. Owszem był jakiś szklany świecznik, czy wazon, ale nie było tego wiele. Braku tego dzbana nie dałoby się ukryć. No cóż… Dzban trzeba było jedynie zanieść do pobliskiego kontenera na śmieci. Całą naszą zabawę diabli wzięli. Dzieciaki znały moją sytuację domową i wiedziały, że teraz będę miał poważnie przechlapane. Wróciłem do domu markotny, niestety okazało się, że mama już była przytomna. Na szczęście jeszcze nie zauważyła braku dzbana. Choć była potem kilkakrotnie w pokoju, to jednak jej zamroczony umysł, nie zarejestrował jego braku. Po jakimś czasie, przyszedł ojczym, przyniósł flaszkę i rozpoczęła się impreza. Brak dzbana mama zauważyła dwa dni później i zrobiła piekielną awanturę ojczymowi, że nawet dzban szklany wyniósł. On oczywiście się bronił, ale to nic nie dało, gdyż był znany z tego, że wynosił z domu wszystko, co miało jakąś wartość, by to zamienić na wódkę. Wykręciła się z tego piekielna awantura, ale jak zwykle zgoda przy kieliszku zwyciężyła i sprawa dzbana poszła w zapomnienie, a mi się udało…

Pozdrawiam serdecznie

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.