Zajączek



Nadeszła wiosna. Robiło się coraz cieplej i śnieg całkowicie stopniał. Cała przyroda zaczęła budzić się do życia. Ptaki powróciły z ciepłych krajów i swym śpiewem wypełniały przestrzeń. Ludzie coraz bardziej się uśmiechali i widać było, że wstępuje w nich nowy duch.
Niedługo będzie Wielkanoc. Rodzina Jackowskich planowała Święta Wielkanocne spędzić na wsi u dziadków. Przypadały one na drugą połowę kwietnia, więc wszyscy liczyli się z tym, że będzie ciepła i piękna pogoda. Mały Antoś zapytał:
- Mamusiu, czy przyjdzie do nas Św. Mikołaj?
- Św. Mikołaj przychodzi na Boże Narodzenie, a w Święta Wielkanocne zajączek!...
- Ale taki mały zajączek to nie przyniesie nam prezentów, bo ma za małe łapki…
- Nie martw się, Antosiu, on sobie poradzi. Jeżeli będzie mu trudno, wtedy mnie poprosi!
Antoś chciał dostać od zajączka kolejkę elektryczną, Danusia „Małego lekarza”, a najstarsza Ewa, coś z huty szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak.
Ewa jest już pełnoletnia. Tylko patrzeć, jak znajdzie sobie kawalera i „wyfrunie z rodzinnego gniazdka”. Ma już ona swój pokój, w którym poczesne miejsce zajmują wyroby huty szkła Glassworks. Ma już szklane wazony, szklane świeczniki, serwis do kawy i szklany dzbanek do herbaty. Brak jej tylko kieliszków. Rodzice postanowili więc zamówić je. Na pewno będzie zadowolona!
Nadeszły Święta. Całą rodziną poszliśmy na Mszę rezurekcyjną. Po powrocie z kościoła zasiedliśmy do wielkanocnego śniadania. Dzieląc się jajkiem, składaliśmy sobie życzenia. Było bardzo sympatycznie.
Po śniadaniu przykicał zajączek, za którego przebrana była koleżanka Danusi, Iza. Była ona sierotą, przebywającą w domu dziecka. Ponieważ nie miała nikogo, rodzice ją zaprosili. Zajączek zostawił worek z prezentami, a potem zamienił się znowu w Izę.
Każdy dostał wymarzony prezent. Iza otrzymała: farbki do malowania, kredki świecowe oraz blok techniczny, a rodzice ekspres do kawy na kapsułki. Jednak najbardziej uszczęśliwiona była Ewa!
Święta upłynęły nam w pogodnej, miłej atmosferze. Nasze akumulatory zostały naładowane pozytywną energią, dzięki czemu z zapałem zabraliśmy się po nich do własnych, bardziej codziennych zajęć.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.