Segregacja szkła

26 lipca 2016 roku. Jestem pracownikiem firmy glassworks Tadeusz wrześniak zajmującej się produkcją szkła robionego ręcznie. Moim zadaniem jest pisanie postów reklamujących firmę glassworks. Głównie opisuję tam jak bardzo przydatne są proukty wykonywane wtej firmie. Jakie mają zastosowanie w życiu codziennym. Sprawia mi to ogromną radość i mam dużą satysfakcje z takiej pracy. Choć wiele osób wymusza wemnie poczucie winy że tapraca to trochę nie na moje możliwości i że mnie stać na coś więcej. Lecz ja czuje się spełniona w takiej pracy. Nikt nie będzie kierował moimi decyzjami i życiem więc robie to co lubie. Teraz chciałam opisać moje pewne spotkanie związane z domem dziecka. Było to tak co jakiś czas odwiedzałam siedzibę naszej firmy aby sobie po oglądać nowe produkty i te co nie zeszły. A że ja byłam za przyjaźniona z pewnym domem dziecka gdyż jak chodziłam do szkoły to przyjeżdżali do nas i tak się wywiązała nić przyjaźni. Dziś właśnie nadszedł tem dzień aby pojechać do firmy glassworks tam ujrzałam wielu pracowników zajmujących się segregacją przedmiotów szklanych głównie szkła stołowego. Te przedmioty które dłuższy czas nieschodzą są oddawane do placówek które tego potrzebują. I teraz był ten dzień aby dać te wszystki zbędne rzeczy do domu dziecka. Więc zapakowaliśmy to wszystko do tego dokupiłam trochę słodyczy i pojechaliśmy. Wizyta przebiegła jak zwykle wszystkie dzieciaki bardzo pragnęły miłości i przytulały się do mnie. A ja jak zwykle bardzo smutna opuszczałam ośrodek dyż zawsze moje serce krwawiło na ten widok. Wiedziałam też że niestety nikt z tych dzieci nie zasługiwał na takie warunki jakie tam były. Wiedziałam też że nic nie mogę z tym zrobić została mi tylko modlitwa aby ktoś je wziął do swojej rodziny i pokochał jak własne dzieci. I tak nasza firma znów pomogła. Tak chyba zakończę te historie.. Histoia ta wzięła się z przeczytanej książki to mnie nakłoniło do opisania tego na firmowym blogu.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.