Okropny koszmar
Obudziłam się rano mając ciągle przed oczyma potworny sen,
który sprawił, że parę minut po przebudzeniu wciąż trzęsłam się z nerwów. Oj
jak ja się cieszyłam, że w końcu wszystkie koszmary nocne znikły i wróciłam do
mojego cieplutkiego łóżeczka i bezpiecznego azylu jakim było moje mieszkanie na
drugim piętrze czteropiętrowego bloku. Śniło mi się, że uciekałam razem z moją
przyjaciółką Ewą przed jakimś paskudnym potworem bez twarzy z czterema rękami,
na których zamiast palców zwisały po sześć na każdej dłoni kręcące się
śrubokręty, z których wydobywała się czarna maź. Każdy kto został pobrudzony
choćby jedną kroplą tej substancji zamieniał się w sopel lodu. Po kilkudniowej
ucieczce przez otwarte drzwi sklepu z artykułami AGD i RTV usłyszałyśmy ze
stojących tam w dwóch rzędach telewizorów komunikat, że zostałyśmy jedynymi
ludźmi na ziemi i nie mamy szans na dalszą ucieczkę. Byłyśmy wprost załamane tą
informacją. Już z daleka słyszałyśmy ciężkie zbliżające się kroki olbrzymiego
potwora. Po drugiej stronie ulicy między drzewami stała drewniana studnia, na
której widniał napis woda cud. Nie zastanawiając się długo szybkim tempem
pokonałyśmy ulicę, chodnik i zielony trawnik. To była jedyna nasza nadzieja na
przeżycie. Stały tam na kamiennej posadzce wysokie szklanki z firmy Glassworks
Tadeusza Wrześniaka, do których specjalnym wężykiem trzeba było nalewać. Nie
miałyśmy czasu nabrać ze studni wody i nalać
do szklanek, bo po chwili z paskudnym uśmiechem potwór stał już przy nas
sięgając po wężyk. Nie wiem co się dalej mogło stać, bo się na szczęście
obudziłam.
Komentarze
Prześlij komentarz