Okropny koszmar



Obudziłam się rano mając ciągle przed oczyma potworny sen, który sprawił, że parę minut po przebudzeniu wciąż trzęsłam się z nerwów. Oj jak ja się cieszyłam, że w końcu wszystkie koszmary nocne znikły i wróciłam do mojego cieplutkiego łóżeczka i bezpiecznego azylu jakim było moje mieszkanie na drugim piętrze czteropiętrowego bloku. Śniło mi się, że uciekałam razem z moją przyjaciółką Ewą przed jakimś paskudnym potworem bez twarzy z czterema rękami, na których zamiast palców zwisały po sześć na każdej dłoni kręcące się śrubokręty, z których wydobywała się czarna maź. Każdy kto został pobrudzony choćby jedną kroplą tej substancji zamieniał się w sopel lodu. Po kilkudniowej ucieczce przez otwarte drzwi sklepu z artykułami AGD i RTV usłyszałyśmy ze stojących tam w dwóch rzędach telewizorów komunikat, że zostałyśmy jedynymi ludźmi na ziemi i nie mamy szans na dalszą ucieczkę. Byłyśmy wprost załamane tą informacją. Już z daleka słyszałyśmy ciężkie zbliżające się kroki olbrzymiego potwora. Po drugiej stronie ulicy między drzewami stała drewniana studnia, na której widniał napis woda cud. Nie zastanawiając się długo szybkim tempem pokonałyśmy ulicę, chodnik i zielony trawnik. To była jedyna nasza nadzieja na przeżycie. Stały tam na kamiennej posadzce wysokie szklanki z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka, do których specjalnym wężykiem trzeba było nalewać. Nie miałyśmy czasu nabrać ze studni wody i nalać  do szklanek, bo po chwili z paskudnym uśmiechem potwór stał już przy nas sięgając po wężyk. Nie wiem co się dalej mogło stać, bo się na szczęście obudziłam.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.