pempkowe

Teraz trochę zmieniamy temat, ale nie zmieniamy tematu głównego, bo będzie dalej o szkle, ale zmieniamy temat wprowadzający was w temat gałówny, a ponieważ zawsze mam w zwyczaju nawiązać jakoś do tematu głównego, to i tym razem tak zrobię, no więc kilka słów wprowadzenia dla was czytających. Niedawno wróciłem, bo kolega zaprosił mnie na pempkowe do siebie do domu, a ponieważ od niego wcześniej dowiedziałem się, że ojcem został, to i dowiedziałem się też,a że robi pempkowe i, że na to pempkowe mnie zaprasza, no oczywiście przyniosłem flaszkę wódki, no ale bardzo ucieszyłem się przede wszystkim z zaproszenia na to pempkowe, no oczywiście nie muszę mówić, że na jednej flaszce się nie skończyło, ale sama impreza zaczęła się oczywiście obiadkiem, a do obiadku oczywiście surówka, no nie muszę chyba mówić, że jak impreza, to pojeść trzeba i popić porządnie, no więc muszę wam powiedzieć, że tutaj teraz zmierzam do meritum sprawy. Teraz opowiem wam mianowicie o tym, w jakim naczyniu była podana surówka do obiadu. Ta piękna surówkownica, bo nazwałem to tak, bo nie wiedziałem, jak to inaczej nazwać, ale powinienem powiedzieć raczej szkło stołowe, ale ta pierwsza nazwa przyszła tak mi na szybko na wyśl, no więc była niezwykła. Też podobnie pofalowana, jak szklanka, o której pisałem wcześniej, ale tak, czy inaczej podobał mi się ten kształt. To oczywiście sprawiłao, że postanowiłem specjalne zamówienie złożyć w hucie szkła gospodarczego Wrześniak Glassworks i muszę powiedzieć, że moja prośba została wysłuchana, no i zamówienie zrealizowane bardzo szybko oczywiście. Ja ucieszyłem się z tego faktu, że tak się stało i teraz mogę wam powiedzieć to, co zawsze tutaj mówię wtedy, kiedy kończę myśl, że polecam wszystkim czytającym szczególnie zamawianie produktów firmy Wrześniak Glassworks, bo uważam, że warto. Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło. Do następnego.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.