Degustacja trunków



                Dobrze najedzeni i z uśmiechami od ucha do ucha wyszliśmy z przydrożnej restauracji. Wsiedliśmy z powrotem do swoich samochodów i udaliśmy się w dalszą podróż nad Solinę. Dzień był ciepły i słoneczny, więc z miłą chęcią podziwialiśmy krajobraz ciągnący się wzdłuż krętej drogi. Na miejsce dojechaliśmy dość późno aby zwiedzać okolicę, więc tą przyjemność zostawiliśmy sobie na następny dzień. Domek, który zarezerwował braciszek był dość spory , ale bardzo przytulny, z kominkiem w środku i drewnianymi schodami do góry. Na dole znajdował się duży salon z tarasem oraz drugi mniejszy pokój oraz łazienka i mini kuchnia. Na górze były trzy pokoje . Każda również ze swoją łazienką. Po obejrzeniu wszystkich zakamarków każdy szybko znalazł swój kącik z łóżkiem. Po rozpakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy i wzięciu prysznica każdy zameldował się w salonie na parterze. Na środku okrągłego stołu stały trzy karafki z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka napełnione po brzegi kolorowymi napojami. Po skosztowaniu zawartości ze wszystkich karafek doszliśmy do wspólnego wniosku, że w każdym jest trunek procentowy jednak nie byliśmy pewni co do smaków. W jednym ciecz była barwy przeźroczystej, więc nikt tu nie miał wątpliwości, że jest to czysta wódka. Druga miała kolor czerwony, a trzecia żółty. Aby przekonać się co jest w środku wzięliśmy stojące na srebrnej tacy szklanki z firmy Glassworks i zaczęła się degustacja.  

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.