Urodziny

Coraz większymi krokami zbliżały się moje urodziny. Nie lubię tego dnia, człowiek zdaje sobie sprawę, że jest coraz starszy. Niby jeszcze nie mam czym się martwić no ale jednak. W tym roku moje urodziny miały okazać się wspaniałe. Znajomi moi jak i mojego męża z nim na czele umówili się na wspólny prezent. Jak co roku organizowałam przyjęcie z tej okazji. Zaprosiliśmy sporo gości aby ten dzień był wesoły.  Wiadomo, im więcej ludzi tym weselej. Pracy miałam co nie miara ale ja to lubię. Kuchnia to moje królestwo. Zastawę stołową mamy sprawdzoną z Glassworks, która swoją funkcję sprawuje już od kilka lat i jestem z niej zadowolona. W dniu urodzin zrobiłam się na bóstwo. Przyszli znajomi i impreza się zaczęła. Trochę byłam rozczarowana bo nie otrzymałam żadnego prezentu. Zrobiło mi się smutno, ale dobry uśmiech do złej gry i bawię się dalej. W pewnym momencie pod nasz dom podjeżdża ciężarówka, kierowca pyta się o mnie mówiąc, że ma dla mnie przesyłkę. Słyszę śmiechy za plecami a ja nie wiem o co chodzi. Wyobraźcie sobie, że wszyscy się zmówili i zamówili z Glassworks ogromne ilości butelek i krachel do piwa. Byłam w szoku, zaskoczyli mnie jak nigdy. Jednak po chwili odzyskałam mowę w gębie i zagnałam wszystkich do roboty. Przecież te wszystkie butelki trzeba było gdzieś umieścić. Zamiast bawić się znosiliśmy mój prezent do piwnicy. Takich urodzin to chyba nikt nie miał. Teraz pozostało mi warzyć piwo i obdarować każdego.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.