Anna cz. 9


Pewnego czwartku Jasiu i Krysia jak zwykle zostali przywiezieni przez swoją mamę Annę wracającą z pracy. Nic by w tym czwartkowym popołudniu nie było niezwykłego, gdyby nie fakt, że Anna musiała po zjedzonym wspólnie obiedzie z dzieciakami, powrócić jeszcze do biura, gdyż jej firma realizowała bardzo duży i ważny kontrakt, a więc co za tym idzie, nawał pracy, był ogromny.

Obiad ku uciesze dzieciaków, dzisiaj zjedli na mieście, w niedużej restauracji, która serwowała naprawdę dobre obiady, w dobrej cenie i co podobało się Annie, obiady były podawane, naprawdę w nietuzinkowym szkle stołowym. Gdy Anna wraz ze swoimi latoroślami, dotarła do owego lokalu, okazało się, że prawie wszystkie stoliki są zajęte. Z trudem udało się jej wypatrzeć stolik stojący w samym rogu Sali. Gdy już cała trójka się usadowiła, prawie natychmiast zjawił się kelner. Anna przejrzała kartę i po krótkiej konsultacji, z dziećmi, wybrała i zamówiła obiady. Gdy czekali na swój posiłek, Anna uważnie obejrzała stojący na stole Wazon szklany. Był to nie wielki, ale bardzo uroczy, ręcznie wykonany wazon firmy Glassworks. Miał namalowane z wielką starannością, kwiatki na swych ściankach, prócz tego zdobiły go wzory wytłoczone w szkle. Obok stał nieduży świecznik, również jak zauważyła Anna był produktem Glassworks. Po krótkich oględzinach, Anna doszła do wniosku, że j wazon oraz świecznik, zapewne stanowią zamówiony na specjalne życzenie komplet. Kelner niebawem podał zamówione posiłki, na pięknych talerzach, również ręcznie wykonanych w firmie Glassworks. Napoje do obiadu, były podane w bardzo eleganckich, wysokich szklankach, z tej samej firmy.

Gdy Anna i dzieci, zjedli, wsiedli do samochodu i Anna odwiozła Jasia i Krysię, do domu. W domu szybko się przebrała, poinstruowała dzieci, że mają się zachowywać grzecznie. I natychmiast wyszła z mieszkania. Miała głęboką nadzieję, że dzieciaki nic nie narozrabiają. Krysia oglądała telewizor, a Jasiu zasiadał właśnie do komputera, więc powinno być oka.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.