Barszcz czerwony.

Święta bożonarodzeniowe zbliżają się powolnymi krokami. Jak co roku obowiązkowym daniem jest barszcz czerwony, zarówno z uszkami jak i do picia. W tym roku dostałam przepis od mojego znajomego na podobno świetny barszcz. Z racji tego, że na święta zjeżdża się sporo ludzi postanowiłam wypróbować zawczasu tą recepturę, (nie chciałam aby później okazało się, że jest to kompletny niewypał, w szczególności, że sporo ludzi z mojej rodziny uwielbia ten napój). Zrobiłam zakwas według przepisu już kilka dni temu i akurat właśnie dzisiaj jest gotowy. Bazą do barszczu jest rosół a nie jak zwykle bulion. W tej recepturze był również przepis na rosół, ale podobno, bo tak twierdzą ludzie, którzy mieli okazję spróbować mojego rosołu robię go wyśmienity. Także zrobiłam bazę do barszczu według swoich umiejętności a następnie trzymałam się przepisu. Kiedy zupa była ugotowana pozostało ją odstawić na kilka godzin, w moim przypadku była to cała noc. Na następny dzień z samego rana przyjechał kurier z zamówionymi przez mojego męża szklanki z Glassworks. Akurat przejdą chrzest bojowy i w jednej z nich wypróbuję barszcz. Zupę podgrzałam, należy pamiętać, żeby jej nie zagotować ponownie bo traci kolor. Nalałam sobie do szklaneczki i stałam jak zaczarowana. Patrzyłam na barszcz w szkle i nie mogłam wzroku oderwać. To było idealne połączenie. W końcu wróciłam do rzeczywistości i spróbowałam. Tak, to będzie idealny przepis na świąteczny barszcz.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.