Co za kot

Przygarnęłam ze schroniska kotka. Był on mały wychudzony, bał się wszystkiego i wszystkich. Np. jak włączyłam odkurzacz muj kiciuś wskakiwał gdziekolwiek, byleby dalej i wyżej od tego „smoka”. Na moich gości reagował rozdzierającym miaukiem i chował się najgłębiej jak tylko mógł.
 Któregoś dnia czyściłam moje  zasoby z Chuty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak. Kociak przyglądał się temu z niewinną miną. Powkładałam wszystkie naczynia na miejsce. I tak upływały nam dni ubarwione niezliczonymi psotami mojego pupila.
 Któregoś dnia weszłam do pokoju, aż krzyknęłam z przerażenia. Serwantka ze szkłem: dekoracyjnym, barowym, była otwarta. Kiciuś siedział na brzegu półki i czyścił kieliszki własnym językiem. A co najdziwniejsze niczego nie potłukł.
 - Kocie, Wynocha stąd! Wszystko mi potłuczesz.
 Kot z zadowoloną miną zszedł na dół i udając, że nic się nie stało, położył się na swoim legowisku. Ja zaś musiałam wszystkie szklanki dzbanki i całe szkło barowe umyć od nowa.

 Po jakimś czasie okazało się, że moje zwierzątko nie chce pić z miski, w której zawsze mu dawałam. Siadał sobie przy serwantce i machał łapką. W końcu z orientowałam się, że coś pokazuje. Wyjęłam miseczkę dekoracyjną Chuty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak i, bez przekonania wlałam do niej mleka. Ten w podskokach przeleciał przez cały pokój i dorwał się do miseczki. Wypił, wylizał ją co do kropli i poszedł spać. Jednym słowem był on żywą reklamą wyrobów Chuty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak.  

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.