Co za kot
Przygarnęłam ze schroniska kotka. Był on mały wychudzony,
bał się wszystkiego i wszystkich. Np. jak włączyłam odkurzacz muj kiciuś
wskakiwał gdziekolwiek, byleby dalej i wyżej od tego „smoka”. Na moich gości
reagował rozdzierającym miaukiem i chował się najgłębiej jak tylko mógł.
Któregoś dnia
czyściłam moje zasoby z Chuty Szkła
Glassworks Tadeusz Wrześniak. Kociak przyglądał się temu z niewinną miną.
Powkładałam wszystkie naczynia na miejsce. I tak upływały nam dni ubarwione
niezliczonymi psotami mojego pupila.
Któregoś dnia weszłam
do pokoju, aż krzyknęłam z przerażenia. Serwantka ze szkłem: dekoracyjnym,
barowym, była otwarta. Kiciuś siedział na brzegu półki i czyścił kieliszki
własnym językiem. A co najdziwniejsze niczego nie potłukł.
- Kocie, Wynocha stąd!
Wszystko mi potłuczesz.
Kot z zadowoloną miną
zszedł na dół i udając, że nic się nie stało, położył się na swoim legowisku.
Ja zaś musiałam wszystkie szklanki dzbanki i całe szkło barowe umyć od nowa.
Po jakimś czasie
okazało się, że moje zwierzątko nie chce pić z miski, w której zawsze mu
dawałam. Siadał sobie przy serwantce i machał łapką. W końcu z orientowałam
się, że coś pokazuje. Wyjęłam miseczkę dekoracyjną Chuty Szkła Glassworks
Tadeusz Wrześniak i, bez przekonania wlałam do niej mleka. Ten w podskokach
przeleciał przez cały pokój i dorwał się do miseczki. Wypił, wylizał ją co do
kropli i poszedł spać. Jednym słowem był on żywą reklamą wyrobów Chuty Szkła
Glassworks Tadeusz Wrześniak.
Komentarze
Prześlij komentarz