Żywot Idylli.

Był sobie raz, chłopczyk  nazwiskiem Makowczyk.
Miał babcię Helenę i dziadka Floriana.
Mieli oni dużo kasy, wielką willę, trzy tarasy i Idyllę – burą sukę bez rasy grubą jak dwa kontrabasy. Piła ona ze szklanej miseczki kiedy chciała filtrowaną wodę co godzinę wymienianą na świeżutką. Pancia Helena dbała aby Idylla się nie przemęczała więc zawsze ową miseczkę nosiła za leniwym psiskiem gdziekolwiek monstrum się udało w drogę.
A należy wiedzieć, że dla tej poczwary przejście nawet piętnastu metrów z górki było nie lada wyczynem. Woda ta była przenoszona w pięknej karafce zamykanej szklanym korkiem.
Na każdym kroku poczciwej psince towarzyszyła również druga miseczka, tym razem pięknie przyozdobiona kryształowa i nieco większa. W tejże znajdowała się zawsze, pieczołowicie uzupełniana karma produkcji domowej nie zawierająca żadnych szkodliwych substancji za to same rarytasy. Zawartości naczynia, w przeciwieństwie do wody, nie trzeba było wymieniać ponieważ znikała za każdym razem pochłaniana przez śliczną Idyllę. Natomiast przyrządzaniem pokarmu zajmował się Wacław, syn Heleny i Floriana a ojciec chłopczyka.
Trzecia misa, która pierwotnie była pięknym i dużym wazonem  stała w bezpośrednim sąsiedztwie legowiska pieseczka i musiała być pełna suchej przekąski – również wytwarzanej przez Wacława dla Idylli. Przeznaczona była ona na czas gdy pani Helena musiała wyjść z domu lub zdrzemnąć się.
Idylla bardzo lubiła swoją pancię i pana a także Wacława za pyszne potrawy i opiekę aczkolwiek oczywiście jeszcze bardziej kochała jedzenie i picie ze swoich miseczek.

Użyte w opowiadaniu szklane wyroby pochodzą lub są inspirowane katalogiem produktów firmy Glassworks produkującej szkło stołowe, szklane świeczniki, wazony etc. Bohaterowie uwielbiają produkty tej firmy.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.