kompot owocowy



                Trochę się zdziwiłam kiedy dwadzieścia minut przed czasem  przy stoliku w barze zauważyłam zarówno mojego brata jak i siostrę, którzy zazwyczaj przychodzili na umówione spotkania spóźnieni. Myślałam, że to ja będę pierwszą osobą, która zjawi się w mlecznym barze i będę musiała szukać wolnych miejsc przy stoliku. A tu taka niespodzianka… Nie dość, że oni już zajęli miejsca to i nie źle już się bawili. Na stole stały trzy nakrycia szkła stołowego z firmy Glassworks. Trzy talerzyki, szklanki, łyżeczki, widelce, a nawet kieliszki i ozdobna karafka. W szklanej karafce znajdował się jakiś czerwony napój, którego nie mogłam od razu poznać. Dopiero po napełnieniu przez brata Michała do pełna aż po brzegi i skosztowaniu mogłam stuprocentowo określić rodzaj i markę wybranego przez rodzeństwo alkoholu. Kiedy humory dopisywały i rozmowa zaczęła się kleić musieliśmy rozważyć jedną podstawową kwestię dzięki, której w ogóle to nasze spotkanie zostało zwołane. A mianowicie nadchodzący Dzień Babci tak bardzo uwielbiany przez naszą kochaną staruszkę. Był to jedyny dzień w całym roku kiedy to wszyscy wnukowie i prawnukowie zjeżdżali do babci i spotykali się w całym gronie rodzinnym. Wszyscy wtedy przygotowywaliśmy pyszną kolację ze świecami na stole. Najbardziej co mi wtedy smakowało to był wyjątkowy owocowy kompot przygotowywany przez moją babcię i podawany w szklanym dzbanku z firmy glassworks Tadeusza Wrześniaka.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.