Sylwester

Końcówka roku zbliżała się bardzo szybko, w szczególności że święta minęły. W tym roku razem z żoną postanowiliśmy zorganizować małe przyjęcie sylwestrowe. Nie było to łatwe zadanie, gdyż od niedawna mieszkamy w tym miejscu i brakuje nam sporo rzeczy. Ale razem podzieliśmy obowiązki. Moja żona zajęła się kuchnią i sprzątaniem a ja zakupami i całą pozostałą resztą. Oczywiście kontrolę nad tym wszystkim sprawowała moja małżonka gdyż ona jest bardzo dobra w organizacji przyjęć. Zajmuje się tym zawodowo. Aneta szalała w kuchni a ja praktycznie byłem non stop w trasie aby dostarczyć to co potrzebowała.  Praca szła nam sprawnie, aż za bardzo można by rzec. Kiedy nadszedł 31 grudnia i praktycznie wszystko było gotowe doszło do małego wypadku. Przez moją nieostrożność rozbiła się nasza patera, pamiątka rodzinna żony. Aneta była załamana a ja nie wiedziałem co robić. Nagle pomyślałem, że przecież w pobliżu jest sklep z szłem stołowym. Zabrałem moją wybrankę na szybkie zakupy. Aneta przyglądała się różnym paterom aż w końcu znalazła bardzo podobną do tej którą rozbiłem. Na chwilę na jej twarzy zagościł uśmiech. Zapłaciłem i wyszliśmy ze sklepu. Patera którą zakupiliśmy była z huty szkła Glassworks i pomimo różnych przygód jakie zdarzyły się na naszym mini przyjęciu nic jej się nie stało. A moja żona wybaczyła mi moją nieostrożność.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.