Oczepiny

Kiedy w wielkim stylu wygraliśmy konkurs taneczny nastąpił moment kulminacyjny wesela, czyli oczepiny. Do pierwszego kółeczka na środek sali wyszły wszystkie wolne panny. Ja prawie zawsze kiedy na weselu zbliżał się ten moment to zaszywałam się gdzieś po kątach lub wychodziłam na godzinkę całkiem z imprezy. Po wygranym konkursie byłam już tak pozytywnie nakręcona, że i do kółeczka poszłam jako pierwsza panna. Stojąc na środku parkietu ukradkiem spoglądałam w stronę wyjścia, gdzie jeszcze przed chwilą stałam z najlepszym tancerzem na tym weselu. o dziwo ciągle stał ciągle w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam. Jedynie co się zmieniło to w rękach trzymał dwa kieliszki z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i tajemniczo się uśmiechając jak tylko skierowałam swój wzrok w jego stronę to podnosił kieliszki do góry. Kiedy wszystkie panny zostały wciągnięte do kółeczka pani młoda usiadła na krześle w środku i trzymając ściągnięty z głowy wianek miała na znak wodzireja rzucić w tył za siebie. My zaś miałyśmy w rytm muzyki chodzić dookoła. Kiedy muzyka ustała i wodzirej kazał pani młodej rzucać to nagle wianek poszybował w górę i nie wiem jakim sposobem znalazł się w moich dłoniach. Stanęłam jak wryta, a wszyscy goście nagle zaczęli mocno bić brawa. Pierwszą osobą, która mi gratulowała był przystojny barman, który do ręki włożył mi trzymane przez siebie szkło stołowe z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.