Schłodzone piwo

Po udanym wkręceniu sąsiadki w zamianę starego szkła dekoracyjnego babci na nowy, piękny zestaw szkła z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka sama teraz musiałam coś wymyślić aby kiedy Agata się o wszystkim dowie nie obraziła się na mnie śmiertelnie. Na wymyślenie dobrego planu miałam dwa dni. Do szklanki ze szklanej karafki nalałam sobie czystej wody i usiadłam w moim ulubionym wytartym fotelu aby przemyśleć całą sytuację. Kiedy do ust wlewałam ostatni łyk wody od drzwi rozległo się energiczne pukanie. Nie spodziewałam się żadnych gości, więc trochę zdziwiłam się tym dobijaniem się do moich drzwi. Podeszłam szybko i cichutko popatrzyłam przez wizjer. Po drugiej stronie stała sąsiadka, której przed paroma minutami wykręciłam kawał. Aby nie wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń otworzyłam na oścież drzwi zapraszając ją do środka. Widząc na środku stołu stojącą szklaną karafkę i szklankę poprosiła również o coś do picia. Zaproponowałam jej kawę, herbatę, piwo, drinka bądź wino. Nie zastanawiając się długo wybrała mocno schłodzone piwo. Na szczęście w lodówce miałam chłodzący się cały pak chmielowego napoju. Agata siadając w fotelu na moim miejscu krzyczała z pokoju gościnnego, że piwo chce mieć podane koniecznie w szkle barowym z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka. Odpowiedziałam jej, że jasne i zaczęłam szukać w szafce odpowiedniego kufla.  

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.