Toast

Kiedy Michał przyniósł szklaną karafkę i szklane kieliszki z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka oraz karton soku pomarańczowego i postawił na moim stolarskim stole w garażu, który na parę godzin zamienił się na pracownię, w której powstały cztery moje znakomite papierowe przedmioty już wiedziałam, że ta impreza nie skończy się dobrze. Karafka była prawie do samej góry napełniona przeźroczystym procentowym napojem , a nas chętnych do opróżnienia zawartości było tylko dwoje. Miałam taką cichą nadzieję, że ktoś się jeszcze pokaże i pomoże opróżnić szkło. Pierwszy toast wypiliśmy za moje fantastyczne papierowe szklanki, świecznik i wazon. Drugi na drugą nogę, a trzeci za pomyślność w wykonywaniu kolejnych wyrobów. Szło nam całkiem nie źle. Wydawało mi się, że z tym opróżnianiem karafki zejdzie nam długo jednak tempo było spore i po godzinie z minutami szklana karafka z firmy Glassworks była już pusta. Mieliśmy chyba dobry dzień, bo nikt nie czuł się pijany i oboje twardo staliśmy w pozycji pionowej. Jedynie dobry nastrój i humor gościł na naszych twarzach. Robiło się już coraz później i nastała pora wracania do domu. Pozbieraliśmy wszystkie rzeczy ze stołu i na odpowiednie półki Wszystko poukładaliśmy. Puste szkło stołowe z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka zapakowaliśmy z powrotem do reklamówki i zaczęliśmy cicho wychodzić z garażu.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.