Samotna
Beata siedziała przy stoliku w kawiarni i wolno piła kawę.
Lubiła to miejsce ponieważ używano tam naczyń huty szkła Glassworks Tadeusz
Wrześniak. Szkło to kojarzyło się z rodzinnym domem w którym czuła się
najszczęśliwsza. Do Warszawy przyjechała ona na studia. Do domu nie jeździła
zbyt często z powodu odległości. Gdy w kawiarni Beata patrzyła na szklanki i
jej palce ich dotykały czuła się bliżej
domu. Gdy tak siedziała podszedł do niej chłopak, którego widywała na uczelni.
Przysiadł się do jej stolika i zaczął z nią rozmowę. Na imię miał Bernard.
Zwrócił uwagę na to, że ich imiona zaczynają się na tę samą sylabę. Beata
czuła, że odnosi się on do niej życzliwie. Była to dla niej zmiana. Katarzyna i
Agnieszka współlokatorki Beaty nie lubiły jej. Krytykowały ją na każdym kroku
od ubrań począwszy skończywszy na dzbankach huty szkła Glassworks Tadeusz
Wrześniak, które dostała ona od mamy. To właśnie bolało Beatę najbardziej.
Zwierzyła się z tego swemu rozmówcy. Bernard chciał pomóc dziewczynie i
zaprosił ją na weekend w okolice Warszawy na coś co można nazwać rekolekcjami.
Dziewczyna zgodziła się chętnie. Nie mogła wtedy wiedzieć, że zostanie
zwerbowana do sekty.
Z początku nie rozumiała słów guru. Wszystko było nowe i
było tego dużo. Jednak wystarczająco aby Beacie zrobić tzw. Pranie mózgu.
Dziewczyna podała pin i oddała swój telefon. Nie wiedziała jak długo była w
sekcie. To co się działo pamiętała jak przez mgłę. Medytowała i pracowała.
Później wydawało jej się, że nie musi spać wystarczy jej medytacja. Gdy przywódca
sekty zorientował się, że Beata nie ma
już żadnych wartościowych rzeczy a jej konto bankowe i książeczka
oszczędnościowa są puste wyrzucił dziewczynę na ulicę. Wtedy świat Beaty się
zawalił. Później dowiedziała się, że była na liście osób zaginionych a rodzina
szukała jej prawie dwa lata. Obecnie Beata jest pod opieką psychologa
i po trudnych doświadczeniach usiłuje odzyskać równowagę.
Komentarze
Prześlij komentarz