co dalej?

Pustka we łbie.

Kręcę się i kręcę, robię wszystko, co tylko się da, co tylko przyjdzie mi do głowy, aby tylko nie
Zasiąść do roboty. Czas nieubłaganie leci i ja dobrze o tym wiem. Ciśnienie rośnie.
Daty w kalendarzu zmieniające się przesadnie szybko powodują u mnie zawrót głowy. O jejku,
o jejku! Co to będzie? Coraz głośniej dźwięczy mi pytanie w głowie, a natchnienia jak nie było tak
nie ma. Chociaż jak się tak spokojnie zastanowię to może dam radę i coś urodzę.
Tak, z całą pewnością coś wymyślę, muszę tylko podumać.
Po zastanowieniu stwierdzam że ostatnio miałem wiele okazji do korzystania z różnorodnych
szklanych przedmiotów
kwiaty, a jak kwiaty to i szklany wazon jest niezbędny. Wino, a jak wino to i szklane kieliszki
są niezbędne. Ostatnio miałem również wielokrotnie okazję pić mrożoną kawę w zgrabnych
szklaneczkach. Taki zimny napój to wspaniały pomysł na upalne dni, których ostatnio nie brakuje.
Jak sięgnę pamięcią to uświadamiam sobie że piłem również wielokrotnie zimne napoje, całkiem
smaczne, początkowo nieco spienione, napoje które najlepiej smakują ze szklanych kufli. Na samą
myśl ślinka mi leci i może sobie zrobię tą przyjemność. Oczywiście całą winę i odpowiedzialność
zwalam na nieznośne temperatury, zbyt wysokie jak dla mnie. Po takim usprawiedliwieniu z czystym
sumieniem zaglądnę do lodówki. Ma się rozumieć że dopiero po pracy.
Mogę teraz odetchnąć z ulgą, pisanie idzie mi całkiem gładko i może to mało odkrywcze ale

Sprawdza mi się pewna zasada, jeśli masz coś zrobić to usiądź i zastanów się najpierw. 

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.