Obiad


Dzień był wspaniały. Dużo się działo, aktywność na wysokim poziomie. Oczywiście jak na mnie, bo
lubię sobie poleniuchować. Upał okrutny, czterdzieści stopni w cieniu, przynajmniej tak sądziłem.
Czas długi spędziłem nad wodą, ale to chyba nic dziwnego. Tyle ile było ludzi nad tą wodą świadczy
o tym że nie tylko ja lubię spędzać upalne dni nad wodą.
Okazuje się że większość myśli tak jak ja, woda to dobry pomysł na upały.
Było bardzo wesoło i ciekawie.
W pewnym momencie poczułem ogromny głód. Dało mi to do myślenia.
Czyżbym zgłodniał. Co jest grane? Godzina jest jeszcze zbyt wczesna żebym czuł taki przerażający
głód. Postanowiłem zrobić coś w tym kierunku.
Tak, to świetny pomysł. Pomyślałem. Pojadę na obiad w ulubione miejsce. Byłem z siebie dumny
Za tak dobry pomyślunek w tak ogromny upał.
Na miejscu okazało się że danie dnia jest wyśmienite. Zamówiłem sobie i dodatkowo wziąłem
kompot, zimny pyszny kompot. Nie oszukany, wspaniały.
Jak zjadłem wszystko to postanowiłem zamówić sobie drugi zestaw dnia. Wspaniale pomyślałem.
Ponownie przede mną pojawiły się dwa kompoty. Zimne i pyszne. Zjadłem
wszystko z apetytem równie wielkim jak poprzednio. Dwa kompoty zniknęły w moim brzuchu.
Patrzyłem na cztery szklanki stojące na stole, były puste. Zrobiło mi się przykro i zamówiłem sobie
jeszcze zestaw dnia, o dwóch kompotach nie zapomniałem.
Sześć szklanek pustych stało teraz na stole.
Wychodząc z restauracji byłem zagrożeniem dla otoczenia. Groziło to eksplozją.


Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.