Nieznajomy

Na odwagę Stałam onieśmielona ze szklanką pomarańczowego ponczu  w kącie Sali i przyglądałam się rozmawiającym dookoła przybytym gościom. Wśród wybornego towarzystwa próbowałam wypatrzyć jakiegoś przystojnego kawalera, z którym bym chciała spędzić resztę życia. Nikogo takiego nie mogłam znaleźć. Pierwszy taniec na balu się zbliżał, a ja nie miałam żadnego tancerza. Podeszłam do stolika i zrezygnowana usiadłam na krześle. Chwyciłam za szklany kieliszek z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka i cały od razu wypiłam. Potem jeszcze drugi i trzeci. Kiedy alkohol uderzył mi do głowy poczułam się wspaniale. Humor od razu mi się poprawił i szeroki uśmiech zagościł na moich ustach. Na odwagę opróżniłam jeszcze jeden kieliszek szkła barowego z firmy Glasssworks i ruszyłam w tłum ludzi w poszukiwaniu partnera do tańca. Z każdym chciałam zamienić choćby jedno zdanie, więc przechodziłam od jednej grupki stojących młodych ludzi do drugiej przy tym częstując się kolejnym kieliszkiem pączu. Kiedy poczułam się już bardzo zmęczona postanowiłam opuścić pałac i udać się na krótki spacer po kwiecistym ogrodzie. Świeże powietrze sprawiło, że znowu odzyskałam dobry nastrój. Idąc żwirową alejką w oddali na drewnianej ławce zobaczyłam siedzącego mężczyznę trzymającego w jednej ręce szklaną karafkę z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka, a w drugiej szklany kieliszek. Znajdowałam się jeszcze daleko, ale byłam pewna, że tego kawalera jeszcze w życiu nie widziałam.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.