Ale śliczne cacka


Iwona była bardzo sympatyczną osobą. Nikim nie pogardzała, każdego przygarnęła, z każdym porozmawiała. Była osobą zamożną, lecz nigdy się nie wywyższała nad innymi. Zapragnęła kupić duże mieszkanie myśląc, że może uda się jej zaadoptować jakąś sierotę. Wybrała sobie czteropokojowe mieszkanie na powiślu. Nawet nie musiała brać kredytu, bo finanse jej na to pozwoliły. Gdy wszystko miała już zrealizowane, postanowiła urządzić parapetówę i zaprosić na „ucztę” jak najwięcej osób. W zaproszeniu zaznaczyła, żeby nic jej nie kupować, bo wszystko ma. Przyjaciele i znajomi nie zgodzili się  na to i kupili wspólny prezent.
 Nadszedł dzień parapetówy. Mieszkanie niemalże pękało w szwach od ilości zaproszonych gości. Iwona zgotowała im wspaniałe przyjęcie. Były przystawki, obiad, torty, lody i różne inne łakocie. Wszyscy wspaniale się bawili. Co chwilę wybuchały salwy śmiechu.
 -Irena, myślę, że czas już przystąpić do „dzieła” Idź do samochodu i przynieś, wiesz co. Pójdę z tobą i ci pomogę.
 Po chwili pojawiły się z powrotem.
 -Iwona, do raportu wystąp – zakomenderowała Mirka.  –A co ja wam złego zrobiłam?
 -Nie gadaj tyle, bo ci „język przyschnie do gardła” chodź szyb ko.
 -A co wy tu macie?
 -Otwórz to zobaczysz. Iwona otworzyła paczkę i aż się zapowietrzyła z wrażenia.
 -Ale ładne cacka. Skąd to macie?
 -Jak to skąd ze sklepu. – Powiedziała z uśmiechem Kasia. – To jest szkło dekoracyjne z Chuty Szkła Glasssworks Tadeusz Wrześniak.
 -Czegoś  tak pięknego nie widziałam. Mówiłam wam, że wszystko mam, ale szkła dekoracyjnego z Chuty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak nie posiadam. Bardzo wam dziękuję. Sprawiliście mi  ogromną radość. Postawię wszystko na widoku, aby mogło  cieszyć oczy.


Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.