Urlop cz. 5


Witam,
Będąc nad morzem, nie mieliśmy kwatery z wyżywieniem. Trzeba było żywić się we własnym zakresie. Owszem czasem właściciele zapraszali nas na obiad, ale to było związane z tym, że Krzysztof przyjaźnił się z właścicielem, a żona właściciela, lubiła gotować, więc dwukrotnie w ciągu tygodnia, który tam spędziłem, zjedliśmy obiad z nimi. Przez pozostałe dni, musieliśmy jednak żywić się sami. W takim nadmorskim kurorcie w sezonie oczywiście punktów gastronomicznych nie brakuje. Właściciele podpowiedzieli nam, do których lokali warto iść, a które lepiej omijać. Oczywiście Krzysiek był tam już nie raz i wiedział gdzie trzeba iść, by dobrze zjeść. Krzysiek miał już, więc wybrany lokal, w którym jadaliśmy obiady. Restauracja była dość duża, czysta i prowadził ją Ślązak. Wystrój Sali był bardzo przyjemny, ściany zdobiły duże zdjęcia z widokami na zachód słońca nad morzem, widok portu w Kołobrzegu, widoki morza i spokojnego i wzburzonego. Kelnerzy uwijali się jak w ukropie i mimo potężnej ilości klientów, szybko otrzymaliśmy swoje dania. Gdy tylko zobaczyłem tą restauracje, od razu czułem, że mogę tu spotkać szkło stołowe firmy Glassworks. No i wcale się nie pomyliłem. Zamówione dania dostaliśmy na talerzach firmy Glassworks, a kompoty i soki, w pięknych szklankach również Glassworks. Jedzenie było naprawdę dobre, a jeszcze lepiej smakowało, gdy zostało podane na tak wspaniałym szkle stołowym.


Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.