Urlop cz. 5
Witam,
Będąc nad morzem, nie mieliśmy kwatery z wyżywieniem. Trzeba
było żywić się we własnym zakresie. Owszem czasem właściciele zapraszali nas na
obiad, ale to było związane z tym, że Krzysztof przyjaźnił się z właścicielem,
a żona właściciela, lubiła gotować, więc dwukrotnie w ciągu tygodnia, który tam
spędziłem, zjedliśmy obiad z nimi. Przez pozostałe dni, musieliśmy jednak żywić
się sami. W takim nadmorskim kurorcie w sezonie oczywiście punktów
gastronomicznych nie brakuje. Właściciele podpowiedzieli nam, do których lokali
warto iść, a które lepiej omijać. Oczywiście Krzysiek był tam już nie raz i
wiedział gdzie trzeba iść, by dobrze zjeść. Krzysiek miał już, więc wybrany
lokal, w którym jadaliśmy obiady. Restauracja była dość duża, czysta i prowadził
ją Ślązak. Wystrój Sali był bardzo przyjemny, ściany zdobiły duże zdjęcia z
widokami na zachód słońca nad morzem, widok portu w Kołobrzegu, widoki morza i
spokojnego i wzburzonego. Kelnerzy uwijali się jak w ukropie i mimo potężnej
ilości klientów, szybko otrzymaliśmy swoje dania. Gdy tylko zobaczyłem tą
restauracje, od razu czułem, że mogę tu spotkać szkło stołowe firmy Glassworks.
No i wcale się nie pomyliłem. Zamówione dania dostaliśmy na talerzach firmy
Glassworks, a kompoty i soki, w pięknych szklankach również Glassworks. Jedzenie
było naprawdę dobre, a jeszcze lepiej smakowało, gdy zostało podane na tak
wspaniałym szkle stołowym.
Komentarze
Prześlij komentarz