Urwis Karolek

Karol miał pięć lat, jego rodzice zapragnęli wyjechać w końcu na urlop bez dziecka.
Udało się im namówić jednego z wujów malucha, teraz trzeba było przekonać do pobytu u wujka samego Karolka. To było już znacznie trudniejsze.
Chłopiec był zawsze grzeczny, nie obyło się jednak bez marudzenia gdyż nie chciał zostać bez mamy i taty na długi dla niego czas.
W końcu po wielu prośbach i obietnicach, że przywiozą mu coś ładnego z wyjazdu zgodził się na to mimo, że minę miał ciągle niezadowoloną.
Kiedy rodzice wyjechali Karolek grzecznie przeniósł się do wuja zabierając swoje ulubione zabawki.
U wujka było mu dobrze i nie było mu już smutno, że nie ma przy nim taty i mamy.
Gdy wujek powiedział mu, że za dwa dni wracają rodzicę chłopczyk nawet delikatnie żałował, że nie są to cztery dni.
Sąsiadami wujka była młoda rodzina z dwójką dzieci. Starsze z nich miało sześć lat.
Karol i Ania bawili się wspólnie przez czas pobytu chłopca u wujka.
Pech chciał, że w przeddzień przyjazdu rodziców chłopca dzieci bawiły się u wójka w domu.
W trakcie tej zabawy strąciły z komody starą kryształową paterę, była to pamiątka rodzinna, a dodatkowo wujek jako pasjonat tego typu wyrobów cenił ją sobie bardzo.
Nie złościł się bardzo, ale było mu smutno.
Rodzice Karola postanowili odkupić to naczynie, niezależnie ile by kosztowało.
Niestety nie była ona już produkowana od dłuższego czasu gdyż huta, która ją zrobiła zbankrutowała.
Postanowili nie poprzestać na tym i poszukali czegoś podobnego.
Udało im się znaleźć podobną paterę u polskiego producenta produkującego szkło stołowe, firmy Glassworks.
Wujek był zadowolony z takiej rekompensaty, chociaż części stłuczonej pamiątki zachował na dłużej.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.