Tym razem sam.



Wyjechaliśmy późnym popołudniem, można nawet powiedzieć że wieczorem.
Było trochę po osiemnastej jak znajomi zgarnęli mnie z pod bloku.
Po drodze zatrzymaliśmy się w sklepie, w Rymanowie, zakupy na trzy dni zajęły nam trochę czasu.
Było grubo po ósmej gdy dojechaliśmy na miejsce. Domek położony w lesie nie należał do tych
wypasionych którymi mogą się pochwalić służby leśne, Oni zawsze mają porządne chałupy.
Ten domek jest mały i wymaga konkretnego remontu, który czeka go niebawem.
Na razie jednak to co nam oferuje musi nam wystarczyć. Ostatecznie nie jest tak źle.
Na głowę nie pada, w razie jakby padało. Jest kibelek i umywalka, jest również kuchnia z kuchenką
i lodówką. Do dyspozycji mamy również szkło stołowe, szklanki, kufle, kieliszki, czego chcieć więcej.
Jest gdzie spać, co na pewno się przyda. Wcześniej czy później trzeba się przespać.
Na razie jednak czas na biesiadę. Różne przysmaki z grilla, smaczne trunki i relaks
przy odpowiedniej muzyce, nadającej się na tę chwilę, coś co pasuje do ogniskowego klimatu.
Pogoda dopisałam noc była przyjemna, nawet nie było uciążliwych komarów.
Spałem na górze, sam tym razem. Zasnąłem całkiem nad ranem, nie mogłem uspokoić myśli.
Nie nad wszystkim można zapanować, wspomnienia zrobiły swoje. Dzień przywitał nas ładny.
Słoneczny, nie za ciepły, w sam raz. Byliśmy na spacerze, po za tym nie robiliśmy nic konkretnego,
takie leniuchowanie przy kuflu zimnego piwa. Wieczorem zachmurzyło się nieco i zagrzmiało
parę razy, ale skończyło się na kilku kroplach, nic poważnego.
Ten wieczór spędziliśmy u sąsiadów którzy zaprosili nas dla odmiany na ognisko. Żart.
Wiadomo to taka norma spędzania wolnego czasu w letnich domkach położonych w lesie.
Na cóż innego mogli by nas zaprosić. Zabraliśmy ze sobą swoje szkło i co nieco do tego szkła.
Było fajnie i wesoło, sympatyczni sąsiedzi, dwie zamężne pary trochę młodsze od nas.
Na trzeci dzień mieliśmy gości, to również było małżeństwo, Ci znajomi przyjechali z psem.
Tak na relaksie spędziliśmy niedzielę.
Wieczorem ogarnęliśmy domek po sobie i nadszedł czas powrotu do domu.
Teraz myślę tylko o tym żeby smacznie odespać weekend.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.