Spory problem

Miałam duży problem z tym co ugotować i podać na umówioną kolację z sąsiadem. Bardzo go polubiłam, więc nie chciałam go zawieść i przyrządzić coś wyjątkowego co by ładnie wyglądało i tak samo pysznie smakowało. Postanowiłam przejrzeć fora kulinarne z polecanymi daniami na taką okazję. Sama dokładnie nie wiedziałam czego mam szukać. Czy potraw mięsnych, czy lepiej jarskich. Sam również mi nie wiele pomógł kiedy powiedział, że wszystko zje cokolwiek przygotuję. Jednego byłam pewna, że do kolacji na stole postawię czerwone wino do picia w szklanej karafce z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka, jak również dwa kieliszki z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka. Straciłam z pół nocy na szukanie fajnego przepisu. Większość było takich, które potrzebowały sporo czasu na przygotowanie, a ja takiego nie miałam bądź były tak skomplikowane, że w połowie się już gubiłam i nie wiedziałam co trzeba zrobić dalej. W końcu zdenerwowana i zmęczona pozamykałam wszystkie strony z przepisami w komputerze, wyłączyłam cicho grającą muzykę i postanowiłam rano zabrać się ponownie do szukania. W szklance z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka zaparzyłam sobie gorącej herbaty z cytryną i zrobiłam sobie dwie kromeczki z wędliną, pomidorkiem i plasterkiem cebuli. Kiedy zjadłam szybko się umyłam i wskoczyłam do łóżka. Zdążyłam jeszcze nastawić sobie budzik telefonu na godzinę ósmą i położyć na stoliku nocnym przy łóżku obok szklanego wazonu ze szkła dekoracyjnego z firmy Glassworks Tadeusza Wrześniaka.  

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.