klasa 4b

Klasa czwarta B.


Nadszedł czerwiec i ostatnia klasa technikum zawodowego, przyszła do szkoły, aby w auli odebrać swoje świadectwa. Martyna i Kaśka wchodząc na aulę i patrząc na swoich nauczycieli, oraz wychowawców poczuły się nieco dziwnie, chyba nawet zrobiło im się smutno. Przecież jest to ich ostatni dzień w szkole. Już nigdy razem nie usiądą w swoich szkolnych ławkach. Dziś jeszcze jako uczniowie, wychodząc ze szkoły i zamykając za sobą drzwi zostaną absolwentami, i obydwie zaczną dorosłe życie. Martyna postanowiła dalej kontynuować naukę i postanowiłam spróbować swoich sił na Uniwerku Warszawskim. Marzyła o prawie, bowiem chciała zostać adwokatem. Kaśka już miała chłopaka i chciała sobie ułożyć życie, a więc postanowiła zatrudnić się w Firmie Glassworks, w której pracowali jej rodzice i byli bardzo zadowoleni. Martyna i Kaśka, wraz ze swoimi koleżankami i kolegami postanowili uczcić ten wspólny ostatni dzień jako klasa czwarta B i razem wybrali się do kawiarni. Zdaną maturę uczcili na stojąco - lampkami szampana. Potem za zgodą właściciele kawiarni złączyli cztery stoliki i spędzali ostatni wspólny radosny czas. Kaśka pochwaliła się pracą firmie Glassworks, którą już miała załatwiono i przedstawiła swojej klasie swojego chłopaka - Andrzeja. Chłopak Kaśki był starszy od niej o dwa lata i tak że jak rodzice pracował w firmie Glassworks, produkując karafki.






Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.