Sąsiad


Witam,
W czasach, kiedy jeszcze nie było żadnej epidemii i świat funkcjonował normalnie, wracając z pracy, natchnąłem się na sąsiada, który najwidoczniej wypatrzył mnie przez okno, kiedy byłem pod wejściem do klatki schodowej. Bez żadnych ogródek i zbędnego owijania w bawełnę, po przywitaniu, od razu przeszedł do rzeczy. Stwierdził, że jego córka bierze ślub i chciałby kupić jej coś wyjątkowego z tej okazji. A że słyszał, że ja kolekcjonuje szkło stołowe i dekoracyjne, to chciałby się poradzić coś w tej chwesti. Zaprosiłem go więc do domu. Gdy się tylko rozpłaszczyłem, natychmiast zaprosiłem go do pokoju, w którym mam swoje szkło firmy Glassworks. Był oczarowany mnogością i pięknem tego szkła. Natychmiast wpadł mu w oko świecznik szklany. Chciał wiedzieć o nim wszystko. Poinformowałem go o tym, kto jest producentem, jak są te świeczniki wyrabiane. Powiedziałem mu również, że nie sprzedam mu tego świecznika, ale możemy poszukać takiego, lub go zamówić. Pan sąsiad był wyraźnie zafascynowany. Zakochał się w tym świeczniku bez reszty. Obiecałem mu, że poszukam identycznego, albo się zamówi. Był wyraźni zadowolony. Wypiliśmy wspólnie jeszcze herbatę i sąsiad poszedł. Parę dni później udało mi się znaleźć właśnie taki świecznik, jakiego zapragnął sąsiad dla swoej córki. Sąsiad był prze szczęśliwy. Poszliśmy razem do sklepu i zakupił świecznik.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.