Awaria

Jeszcze dobrze się nie obudziłem, a tu słyszę dzwoni telefon, który bardzo mnie zaskoczył, gdyż zerkam na zegarek, Atu godzina ledwo po szóstej. Patrzę w okno, przecieram oczy i się zastanawiam, komu to odbiło tak wcześnie rano. No nareszcie przestał dzwonić. A więc znów chowam się pod kołdrę i zamierzam jeszcze pospać. A za chwilę znów rozlega się ten wściekły dźwięk i telefon zrywa mnie na równe nogi. Łapie telefon i pukam w ekran. Atu słyszę głos dyrektora firmy Glassworks, który na samym początku rozmowy bardzo mnie przeprasza i przychodzi do sprawy, która zmusiła go do wezwania mnie do firmy Glassworks, ponieważ na nocnej zmianie na produkcji filiżanek nastąpiła awaria i maszyny stoją. Pan dyrektor poinformował mnie, że już wysłał po mnie samochód, który za 20 min przyjedzie i bardzo prosi abym jak najszybciej zjawił się firmie. Poinformowałem pana dyrektora, że zrozumiałem i postaram się jak najszybciej zebrać i przyjechać. Pożegnałem się z dyrektorem i się rozłączyłem. Myślałem, że mnie coś trafi. Taki byłem śpiący, Że nie wiedziałem za co mam się złapać. A więc szybko się umyłem, ubrałem, włączyłem ekspres z kawą, wierząc, że zdążą się jeszcze napić. Kawa espresso zawsze stawiała mnie na nogi. Trzymając w ręku Maleńką filiżankę z kawą, stoję w oknie i zerkam, czy samochód już przyjechał. Na moje szczęście jeszcze go nie ma i mogę spokojnie pić pomalutku kawę. Bardzo nie lubię takich sytuacji, kiedy zrywam się z łóżka do firmy, ale cóż, za to mi przecież Firma płaci i to Spore pieniążki.Wciąż zaglądam przez okno na ulicę, która o tej porze jest jeszcze cicha i mało samochodów. O widzę jakiegoś człowieka, który zatrzymuje się na przystanku autobusowym, a nagle pojawia się firmowy samochód, który bardzo dobrze znam. A więc wciskam buty, zamykam mieszkanie i z biegam po schodach na dół. Witam się z kierowcą i jedziemy do firmy.






Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.