Matematyka



Odrabianie zadań to ciężka, mozolna, bardzo wyczerpująca praca.
Czasy niby się zmieniają a ostatecznie są takie same. Jak byłem małym szkrabem słabo
znosiłem siadanie do odrabiania lekcji. Dziś obserwuje że w tej kwestii nic się nie zmieniło.
Teraz dzieci podobnie jak kiedyś odrabianie lekcji traktują jak okrutne tortury.
Dzieci zawsze, od wieków wolą się bawić i to jest w zasadzie oczywiste.
Pokusy towarzyszące ładnej pogodzie są tak mocne że skupienie się nad zadaniami z matematyki
jest niemal niewykonalne. Głowa w prawdzie jest na miejscu ale jakby jej nie było.
Głowa jest na podwórku.
Zadanie niby proste.
Masz sześć szklanek po zero przecinek trzy litra.
Pytanie brzmi ile litrów piwa zmieścisz w tych szklankach zwanych małymi kuflami?
Zadanie proste, każdy tatuś powinien sobie poradzić. Odrabianie
z dziećmi Zadań może być całkiem przyjemne, szczególnie jak rozpracujemy je praktycznie,
doświadczalnie, eksperymentalnie. Trzeba tylko pamiętać o kolejności wykonywania działań.
Wiadomo, mnożenie, dzielenie, dodawanie i odejmowanie, czasami spożywanie.
Zasada wychowawcza jest prosta najpierw obowiązki potem przyjemności.
Dlaczego by tego nie pogodzić? Jak można.
Przeliczanie na kieliszki, szklanki, kufle, dzbanki, flaszki płynów różnej maści może być
ciekawe i wesołe. Fajnie się odrabia lekcje z maluchem, jest kontakt, jest więź, polepszają się relacje.
Same plusy, a o rodzinę trzeba dbać.
Zmuszanie dziecka do myślenia można stosować na każdym kroku, więc trzeba to robić.
Gdy my jesteśmy zajęci przeliczaniem litrów na szklane naczynia, dziecko może zajęte być
sprzątaniem. Na przykład. Ile worków śmieci zdołasz wyrzucić jeśli śmieciarka może zabrać
na raz dwieście worków a zrobi kursów dziesięć w miesiącu?
No i dzieciak ma co robić.


Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.