Barszczyk



Pusta, pusta, pusta. To dość częsty komunikat wybrzmiewający z mojego komputera.
Można się przyzwyczaić ale daje do myślenia, może to nie przypadek.
Słysząc pusta przychodzi mi na myśl wiele skojarzeń, kilka osób, kilka przedmiotów i takie tam.
Pusta karafka to jest zmartwienie. Pusta kiesa to jest zmartwienie, wiadomo.
Pusta głowa to dopiero zmartwienie, to taki dramat jak co najmniej pusty kufel.
Gdy wypiłem barszcz czerwony i miałem pusty kubek to nie byłem zadowolony. Mało mi było,
a nie mogłem zaatakować nie moich kubków. Było by to nieładnie z mojej strony.
Lecz dla kogo nieładnie, no na pewno nie dla mnie. Ja zadowoliłbym się ale tylko na chwile.
Czy warto? To proste pytanie, prosta jest także odpowiedź.
Warto! Barszcz jest super, jest bombowy i przepyszny. Osiągnąłem pusty gar, na białych
ściankach pozostały ciemne buraczkowe zacieki i nic po za tym. Teraz mam w głowie tylko jeden
wyraźny komunikat. Pełny brzuch i pusty garnek?
Jestem okropny, wypiłem wszystko, co do kropli. Mam małe wyrzuty sumienia, maleńkie, malusie,
takie maleńkie że zaraz znikną na szczęście. To oznacza tylko tyle że barszczu było za mało po prostu.
Nic na to nie poradzę.
Odgonię od siebie te natrętne myśli i zajmę się czymś pożytecznym.
Szkło stołowe należałoby wyciągnąć ze zmywarki i poukładać na swoim miejscu.
Mam także w planie umyć szklany wazon w którym stały polne kwiaty jeszcze niedawno.
No i tym sposobem zapomnę o tej aferze barszczowej.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.