Barszczyk
Pusta, pusta, pusta. To dość częsty komunikat wybrzmiewający
z mojego komputera.
Można się przyzwyczaić ale daje do myślenia, może to nie
przypadek.
Słysząc pusta przychodzi mi na myśl wiele skojarzeń, kilka
osób, kilka przedmiotów i takie tam.
Pusta karafka to jest zmartwienie. Pusta kiesa to jest
zmartwienie, wiadomo.
Pusta głowa to dopiero zmartwienie, to taki dramat jak co
najmniej pusty kufel.
Gdy wypiłem barszcz czerwony i miałem pusty kubek to nie
byłem zadowolony. Mało mi było,
a nie mogłem zaatakować nie moich kubków. Było by to
nieładnie z mojej strony.
Lecz dla kogo nieładnie, no na pewno nie dla mnie. Ja
zadowoliłbym się ale tylko na chwile.
Czy warto? To proste pytanie, prosta jest także odpowiedź.
Warto! Barszcz jest super, jest bombowy i przepyszny.
Osiągnąłem pusty gar, na białych
ściankach pozostały ciemne buraczkowe zacieki i nic po za
tym. Teraz mam w głowie tylko jeden
wyraźny komunikat. Pełny brzuch i pusty garnek?
Jestem okropny, wypiłem wszystko, co do kropli. Mam małe
wyrzuty sumienia, maleńkie, malusie,
takie maleńkie że zaraz znikną na szczęście. To oznacza
tylko tyle że barszczu było za mało po prostu.
Nic na to nie poradzę.
Odgonię od siebie te natrętne myśli i zajmę się czymś
pożytecznym.
Szkło stołowe należałoby wyciągnąć ze zmywarki i poukładać
na swoim miejscu.
Mam także w planie umyć szklany wazon w którym stały polne
kwiaty jeszcze niedawno.
No i tym sposobem zapomnę o tej aferze barszczowej.
Komentarze
Prześlij komentarz