Mam raj



Mam przed sobą szkło. Zagadka jakie, czy puste, czy pełne?
To nie jest kieliszek. To także nie jest szklanka, nie karafka, nie wazon szklany, nie szklany świecznik.
W prawdzie szklany wazon i świecznik stoją na stole w kuchni, lecz ja nie siedzę przy tym stole,
ani nie znajduję się w kuchni. Zostawmy kuchnię na razie w spokoju.
Nie jest pełne, nie jest też puste. Jest w sam raz.
Mam w tym szkle ciemny, prawie czarny napój. Ten napój jest zimny, bo ciepły jest słaby.
Ten napój ma bąbelki i jest słodki jak cholera, ale taki właśnie ma być.
Zapewne domyślacie się co to za napój. Zostaje jeszcze kwestia naczynia.
Tak to jest szklany kufel, do tego jest całkiem ładny.
Siedzę na tarasie i popijam sobie zimne ciemne piwko z miodem. Wakacyjny klimat mnie ogarnia.
Mam relaks, oddaje się bez reszty wybornemu smakowi tego doskonałego napoju,
A także okolicznościom mi towarzyszącym. Chwilo trwaj.
Przez głowę przepływają mi same miłe i spokojne myśli, pełny luzik.
Jest kilka rzeczy do ogarnięcia, ale to przyszłość, nie taka odległa ale to jednak przyszłość.
Teraz niczym nie muszę się martwić. Fantastycznie. Zmartwienia na bok,
człowiek ma taką naturę że zawsze znajdzie sobie jakieś zmartwienie, jednak wystarczy odsunąć
je na bok choć na jakiś czas i można wówczas odetchnąć trochę. Mało tego, trzeba tak robić.
Niebawem wrócę do rzeczywistości i będzie po staremu, znowu twarde stąpanie po ziemi.
Ale na razie to mam raj, kufel i relaks.


Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.