Wszystko sam



Nalałem sobie zimnej pepsi do smukłej, wysokiej szklaneczki.
W upalny dzień smakuje ten napój wybornie i jest pobudzający.
Na razie godzina jest zbyt młoda by nalać sobie zimne piwko do kufla, staram się trzymać jakiś zasad.
W życiu trzeba mieć jakieś zasady, jakie bądź ale trzeba mieć.
Wieczorem, sobie może walne browarka, ale to nic pewnego.
Może być tak że nie najdzie mnie ochota, nie zawsze nachodzi.
Na razie przyszła mi ochota na kanapkę z szyneczką i żółtym serem i ketchupem.
Tak się właśnie kończy podchodzenie do lodówki. Jeszcze przed chwilą
nie odczuwałem głodu, a teraz zjadłbym konia z kopytami, choć wolałbym bez kopyt.
Durne te przysłowia niektóre. Czy dzik naprawdę jest taki łasy na szyszki? Po kanapce,
a konkretnie po sześciu superowych kanapkach naszła mnie ochota na kawę i to mrożoną.
W życiu trzeba sobie dogadzać i się rozpieszczać. Nikt tak o nas nie zadba jak sami sobie możemy
zadbać. No bo niby kto, mamusia, żona, teściowa, teściu, kolega, przyjaciółka, syn, córka,
a może święty Mikołaj? Sami mamy dbać o siebie.
Pijąc kawę wiedziałem że z tymi kanapkami przesadziłem, ale teraz już za późno. Po czwartej mogłem sięgnąć po rozsądek, ale z tym rozsądkiem to też jest podobnie nikt za nas tego nie zrobi.
Okazuje się ze wszystko musimy sami i tyle.
Dobrze że szkło stołowe, kieliszki, szklanki, kufle, i tego typu rzeczy zmywa za mnie zmywarka,
chociaż tyle.


Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.