Tyle szkła

 

 

Krzątam się po kuchni wieczorową porą, coś tam sobie podjem.

Grzanki z salami i serem. Do tego ogórek pikantny i papryka czerwona.

Patrzę na stół a tam trzy słoiki.

Jeśli chodzi o szkło to ostatnio zaobserwowałem jego większą ilość w swoim otoczeniu.

Szkło stołowe, szkło dekoracyjne, szkło barowe, szklanki, kufle kieliszki, do tego dochodzi miska,

dzbanek, wazon, świecznik, no i oczywiście najróżniejsze słoiki. Słoików miliony, grube, smukłe,

wysokie, niskie, ogromne i malutkie. Wszędzie słoiki.

Do tego szklanego towaru dochodzi butelka, na przykład po ketchupie, albo po syropie waniliowym.

Sok malinowy również mam w szklanej butelce. Szkło, szkło, szkło.

O, jeszcze kupiłem sobie mięsko z cebulką również w słoiku.

Wolę we szkle, lepiej niż w plastiku. Jakość produktów jest o niebo lepsza.

Martwiące jest to że te ogromne ilości szkła lądują na śmietniku, nikt już nie skupuje szkła.

Mam nadzieję że tam ktoś segreguje to szkło na oddzielną kupkę i trafia ono do recyklingu.

Takie przemyślenia naszły mnie gdy wyrzucałem kolejny słoik po marynowanej czerwonej papryce.

Wyrzucałem również słoik po korniszonach z chili i po mięsku z cebulką.

Trzy słoiki w jeden dzień, na razie nie wiem co o tym sądzić. Jak zacznę się

po nocach zrywać z krzykiem to zacznę się martwić, na razie mnie może uratować tylko spokój,

więc otworzę sobie piwko. Znów szkło, butelka i kufel. Trudno.

 

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.