Ofiara

 

Pan Tadeusz był dyrektorem jednego z domów dziecka w Warszawie. Wychowankowie przepadali za nim. Bardzo dbał o nich. Dla każdego starał  się znaleźć czas, aby go wysłuchać. Co jakiś czas wprowadzał różne zmiany w domu aby dzieciakom żyło się dobrze. Niepokoił go fakt, że naczynia były już bardzo stare i wyszczerbione. Chciał zakupić coś porządnego, ale po pierwsze nie miał na to funduszy, a po drugie nie miał też pomysłu.

 Pewnego dnia odwiedził go dawny kolega ze studiów. Pan Tadeusz zaprosił go do gabinetu. Sekretarka podała kawę i po małym koniaczku. Rozmawiali sobie o tym i o tamtym. Okazało się, że jego kolega ma sklep firmowy z wyrobami Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak. Pan Tadeusz przedstawił mu swój problem. Edward , bo miał tak na imię, zamyślił się i po chwili rzekł uśmiechając się pod wąsem.

 -Nie martw się może coś wykombinuję po starej znajomości.

 Minął jakiś czas. Pan Tadeusz nawet o tym zapomniał.

 Był piękny czerwcowy dzień.  Sekretarka przekazała wiadomość, że ma się stawić do sklepu firmowego w celu odbioru  szkła stołowego. Pan Tadeusz Stawił się tam niezwłocznie. Okazało się, że dom dziecka otrzymał ofiarę. Było to właśnie szkło stołowe. Następnego dnia samochód ze sklepu przywiózł je do zakładu.

 Od tej pory stare naczynia wycofano z użycia, a dzieciaki jadły na szkle stołowym z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak.

 -Jest to ofiara dla was od dobrych ludzi, którzy was kochają. Jutro pojadę tam, aby w waszym imieniu złożyć najserdeczniejsze podziękowania. Myślę, że dobrze by było strwożyć jakąś delegację, która by  ze mną pojechała.

 Zgłosiły się trzy osoby. Właściciel sklepu bardzo się wzruszył. Poprosił pana Tadeusza na bok i odezwał się:

 -Tadek, gdy będziesz miał jakiś problem, to uderzaj do mnie jak w dym. Wiesz, że jestem wam życzliwy. Mam z resztą wobec ciebie dług wdzięczności. Gdyby nie ty, dawno byłbym „Po tamtej stronie”.

 -Tak powinienem zrobić, bo tak nakazuje miłość bliźniego.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.