Orginalny pomysł.

Patrycja „uwielbiała” biżuterię. Nie było miesiąca, żeby czegoś sobie nie kupiła. Mogła sobie na to pozwolić, bo powodziło jej się dobrze. Wszyscy na jej roku o tym wiedzieli, więc było wiadomo, co jej kupić. Na imieniny czy urodziny. Zbliżały się dwudzieste piąte urodziny Patrycji. Koledzy i koleżanki z roku zastanawiali się, co by jej z tej okazji ofiarować. -Może byśmy tym razem co innego kupili? Tyle ma tej biżuterii, że niedługo ją zasypie. – Odezwała się Irena. -Może coś z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak? Moja mama jest kierowniczką jednego z większych sklepów. Mogę z kimś tam pojechać. Na pewno coś ciekawego znajdziemy. – Powiedziała Zosia. -Dobrze, mogę z tobą jechać. Umówmy się na jutro. – Zawołała zaaferowana Irena. Dziewczyny umówiły się następnego dnia w południe. Zosia poprosiła mamę, aby im coś doradziła. -Mam tu bardzo ciekawe szkło dekoracyjne. Jest to szkatułka zdobiona złotą farbą. Wiem, że Patrycja kocha biżuterię, więc na pewno się jej przyda. – Oryginalny pomysł. Pierwszy raz coś takiego widzę. – Powiedziała Irena. -Jak myślisz, kupujemy to? – Spytała Zosia. -Ja wam radzę, bo to jest najlepsze co w tej chwili posiadam. – Poradziła mama. Włożyła szkatułkę do pudełka i wybrała ozdobną torebkę. -Daję głowę, że Patrycja bardzo się ucieszy. Dziewczyny szczęśliwe i roześmiane wybiegły ze sklepu. Zawołała na odchodne mama. Patrycja „uwielbiała” biżuterię. Nie było miesiąca, żeby czegoś sobie nie kupiła. Mogła sobie na to pozwolić, bo powodziło jej się dobrze. Wszyscy na jej roku o tym wiedzieli, więc było wiadomo, co jej kupić. Na imieniny czy urodziny. Zbliżały się dwudzieste piąte urodziny Patrycji. Koledzy i koleżanki z roku zastanawiali się, co by jej z tej okazji ofiarować. -Może byśmy tym razem co innego kupili? Tyle ma tej biżuterii, że niedługo ją zasypie. – Odezwała się Irena. -Może coś z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak? Moja mama jest kierowniczką jednego z większych sklepów. Mogę z kimś tam pojechać. Na pewno coś ciekawego znajdziemy. – Powiedziała Zosia. -Dobrze, mogę z tobą jechać. Umówmy się na jutro. – Zawołała zaaferowana Irena. Dziewczyny umówiły się następnego dnia w południe. Zosia poprosiła mamę, aby im coś doradziła. -Mam tu bardzo ciekawe szkło dekoracyjne. Jest to szkatułka zdobiona złotą farbą. Wiem, że Patrycja kocha biżuterię, więc na pewno się jej przyda. – Oryginalny pomysł. Pierwszy raz coś takiego widzę. – Powiedziała Irena. -Jak myślisz, kupujemy to? – Spytała Zosia. -Ja wam radzę, bo to jest najlepsze co w tej chwili posiadam. – Poradziła mama. Włożyła szkatułkę do pudełka i wybrała ozdobną torebkę. -Daję głowę, że Patrycja bardzo się ucieszy. Dziewczyny szczęśliwe i roześmiane wybiegły ze sklepu. Zawołała na odchodne mama. v 

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.