Spacer

 

Była 14:00, a Franek i Janek jeszcze siedzieli w kawiarni. Obydwaj stwierdzili, że muszą rozprostować nogi. Zawołali kelnerkę, zapłacili rachunek i wyszli na powietrze. Słońce świeciło im prosto w oczy i było bardzo gorąco, a więc swoje kroki skierowali do parku. Po drodze mijali różne sklepy i nagle zauważyli znany frankowi firmowy sklep z Wyrobami Firmy Glassworks

. Bardzo był zdziwiony, że ten firmowy sklep jeszcze istnieje. Janek stwierdził, że nigdy nie był zamknięty. Ludzie lubią tutaj przychodzić, kupując różne szklany wyroby. Na wystawie za szybą widać było szklane Świeczniki na trzy świeczki i pięć, a w nich były wetknięte kolorowe świeczki. Na środku między tymi świecznika mi, stał duży dzban z żółtymi, dużymi kwiatami. Popatrz Janku, powiedział Franek, te kwiaty to chyba nasze słoneczniki, takie duże, a wyglądają, jakby były żywe. Wiesz, kiedyś musimy wstąpić do tego sklepu i obejrzeć, co obecnie produkuje Firma

Glassworks. Teraz mamy dużo czasu, jesteśmy na emeryturze i możemy robić to co nam się żywnie podoba. Nie mamy już żadnych obowiązków i musimy się więcej ruszać dla zdrowia. A więc spacery dla nas są jak najbardziej wskazane.

 

 

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.