Serwis

 

 

Okres świąteczny jest już tuż, tuż. Jeszcze tylko jutro szkła, to znaczy szkoła, miałem na myśli szkołę,

i wolne aż do osiemnastego stycznia, konkret, to prawie miesiąc wolnego.

To pozwoli nieco odetchnąć, bo tej nauki jest za dużo.

Dzieci odetchną i dorośli odetchną i może jakoś przeżyjemy.

Czy komplet szkła stołowego możemy nazwać z języka francuskiego serwisem?

To pytanie nurtuje mnie od kilku dni i nocy.

Słabo śpię, słabo jakoś jem. Telefon do przyjaciela nie rozwiał wątpliwości.

Miałem nadzieję że taki service może być wspaniałym prezentem pod choinkę.

Nie mam jednak pewności, gdyż zasiałem niemałe wątpliwości.

Ta osoba, pozostawię to w tajemnicy kim ta osoba jest, marzy o serwisie.

Tylko czy to o taki service chodzi?

Na szkło stołowe składa się wiele elementów jak chociażby talerze płytkie i głębokie, misy, miseczki,

Przyszło mi do głowy jeszcze kilka pomysłów, zwrot service można rozumieć inaczej.

Service samochodu, service telefonu, a może nart przed zimowym sezonem.

Ta osoba pozostająca nadal w mroku tajemnicy, mogła mieć jeszcze inny pomysł, co jeśli

jednak nie o to w tym chodzi. Narażam się na kłopotliwe nieporozumienie.

Chodzę po mieszkaniu w lewo i w prawo i lękam się godziny w której przyjdzie pora na ostateczną

decyzję. Bo ta pora nadejdzie to pewne jak mróz w zimie.

Po długim czasie rozmyślań decyduję się na najlepsze rozwiązanie, service stołowy i ful service.

 

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.