Piękny wazon

 

 

 

Firma Glassworks od 10 lat posiadała własny hotel dla swoich pracowników i nie tylko. Był to mały budynek trzypiętrowy z trzema osobnymi bramami - klatkami. W pierwszych dwóch klatkach, na każdym piętrze znajdowały się dwa mieszkania, jedną dwupokojowe dla rodziny, a drugie jednopokojowe, naprawdę bardzo maleńkie mieszkanko dla jednej osoby. W tych, jak to się potocznie w firmie Glassworks mówiło – Jako o tymczasowych zakładowych mieszkaniach. W tych mieszkaniach najczęściej były zakwaterowane samotne osoby, oraz młode małżeństwa, które co dopiero rozpoczęli swój staż małżeński, a nie mieli gdzie się podziać., gdyż jeszcze nie było ich stać na wynajem mieszkania, a z rodzicami nie chcieli mieszkać. W Tych mieszkaniach, wszyscy byli meldowani tylko na czas określony, aby Firma  Glassworks nie miała żadnych kłopotów z wymeldowaniem tych osób. W trzeciej – całkowicie odosobnionej bramie firma zrobiła prawdziwy hotel dla swoich przyjezdnych gości. Był to hotel trzygwiazdkowy. Na każdym piętrze znajdowały się cztery apartamenty. Na dole  na Parterze znajdowała się recepcja, restauracja i mały bufet. firma Glassworks była bardzo Dumna ze swoich wyrobów ze szkła ozdobnego, szkła użytkowego i zawsze gdzie tylko mogła to je promowała. Właśnie ten mały hotel trzygwiazdkowy Świetnie się do tego nadawał i był taką bardzo trafioną reklamą firmy Glassworks wszystkich wyrobów ze szkła. W restauracji, czy w bufecie znajdowały się wszelkiego rodzaju szklanki,, szklaneczki, czy literatki, kieliszki, talerze, Talerzyki, małe ozdobne filiżanki do kawy, oraz większe filiżanki ręcznie malowane. Każdej osobie, która wchodziła do hotelu oczom ukazywał się piękny, duży wazon ręcznie malowany w polne, czerwone maki., który dumnie stał na blacie w recepcji i naprawdę pięknie się reprezentował. W każdym razie robił ogromne wrażenie, gdyż pasował do całego wystroju recepcji. W tym Śliczny w wazonie codziennie   były ułożone świeże kwiaty, maki, róże, a wiosną tulipany.

 

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.