Pusty brzuch

 

 

Dziś jest bardzo ładny dzień, do słońca mój termometr odnotował piętnaście stopni.

Śnieg topnieje w oczach, przynajmniej mam taką nadzieję.

Pijąc kawę myślę o obiedzie, co by tu wymyślić.

Szkło stołowe jak co dzień musi odrobić swoje.

Pomysłów jest kilka, złapać mamuta i zrobić steki.

Złapać psa i zrobić hot dogi, a może szczury z grilla w przyprawach tajskich.

Dziś jednak stanie na wyprawie na ryby, co złowię to będzie.

Rybka w panierce a konkretnie to filety z sandacza, ziemniaki poduszone, innymi słowy pure,

ostatnio spotkałem się z określeniem pokłócone, zabawne nawet określenie a pro po kartofli.

Pozostaje jeszcze kwestia dodatków. Co pasuje do rybki?

Odpowiedź nasuwa się szybko i automatycznie, ale nie pora na imprezowanie.

Ograniczę się dzisiaj do ćwikły, tartej na grubym oczku.

Rozglądając się po kuchni przygotowując posiłek zastanawiałem się nad deserem.

Dobrze jest jeśli obiad kończy się deserem, radośniej jakoś robi się na duszy.

Kieliszki stoją jakoś tak bezsensownie, nieruszane, niepotrzebne.

Należy to zmienić, mały kieliszek kremu jajecznego, znanego raczej wszystkim, nie zaszkodzi.

Zapowiada się wspaniale, taki wypas mi się nawet nie marzył. To się nazywa rozpasanie.

Nie przypomnę sobie który to z kolei był grzech, na liście siedmiu grzechów, ale mniejsza z tym.

Grzeszyć trzeba teraz, bo kiedy jak nie teraz. Z tą myślą opuszczają mnie jakiekolwiek Wątpliwości

i wyrzuty sumienia. Bo mam takowe.

Mam też pusty brzuch, a to na tę chwilę jest ważniejsze.

Komentarze

Popularne posty

Gdzie wy macie rozum! Marian i Barbara mieszkali w małej, „zabitej dechami” wsi. Nie było tam jeszcze kanalizacji. Oni mięli ledwie skończoną szkołę powszechną. Marian miał skromny dom. Mieszkało ich tam wszystkich pięcioro: ojciec, matka i troje dzieci. Marian i Barbara chodzili do tej samej klasy. Gdy osiągnęli pełnoletniość, postanowili się pobrać. Ślub wyznaczony był na piętnastego sierpnia. Przy pomocy obu rodzin udało się zorganizować huczne wesele. Zaprosili całą wieś. Stoły uginały się od różnego rodzaju mięsiwa i alkoholu. Do tańca przygrywała kapela z pobliskiej wsi. Gościom tak zaszumiało w głowach od nadmiaru alkoholu, że zaczęli tańczyć z kieliszkami wypełnionymi alkoholem. Sala weselna była zalana alkoholem, bo wiadomo po spożyciu się nie uważa. Na to wpadła matka Barbary krzyknęła tak głośno, że orkiestra zamarła i przestała grać. Gdzie wy macie rozum! Tyle alkoholu poszło na zmarnowanie, a przede wszystkim to są moje najlepsze kieliszki z Huty Szkła Glassworks Tadeusz Wrześniak! Jeżeli chociaż jeden z kieliszków zostanie zbity, to odkupicie mi wszystkie!! Na szczęście żaden z kieliszków nie zdążył się stłuc. Barbara pozbierała wszystkie kieliszki i zamiast nich przyniosła zwykłe. -Teraz możecie tłuc kieliszki do woli. I tak są już stare i trzeba je wyrzucić. Goście poczuli pełny luz i porwali się do tańca. Kieliszków nie trzeba było wyrzucać, bo na złość żaden się nie stłukł.